Robert Lewandowski po raz kolejny udowodnił, że jest mistrzem w kreowaniu własnego wizerunku. O tym, że zostanie tatą, poinformował po strzeleniu gola podczas meczu Bayernu Monachium z Atletico Madryt – włożył piłkę pod koszulkę i wykonał gest ssania kciuka. Wyglądał, jakby nagle urósł mu ciążowy brzuch. Potem wpis na Twitterze, z tym właśnie zdjęciem, do tego emotikony: butelka z mlekiem i serce. I już. Można odpocząć. A zdjęcie obiega cały świat! 🙂

To genialny przykład tego, jak znacząco i bardzo szybko poszerzyć sobie strefę wpływów – będąc oczywiście znanym celebrytą. Znanym, ale jednak wciąż trafiającym głównie do części odbiorców – tej, która kocha piłkę nożną. Żona Roberta, Anna, od dawna budowała swoją rozpoznawalność wśród młodych kobiet interesujących się modą i zdrowym stylem życia. Ale po ostatnim wtorku Lewandowscy to już nie symbol celebryctwa i komfortowego życia. To po prostu wspaniała rodzina – taka, jaką kochają i młodzi, i starzy. A jeszcze ten Lewandowski, tak się cieszy z bycia tatą, że nawet nie wstydzi się ciążowego brzucha – myślą sobie panie starsze i młodsze, zwłaszcza mamy, które na ogół meczów piłki nożnej nie oglądają, a jeszcze bywają złe na mężów, że ci tracą czas przed telewizorem i nie można się do nich nawet odezwać, bo ciągle ta piłka i piłka… (Ps. Oczywiście, piszę o pewnym stereotypie, jest mnóstwo pań kibicek piłki nożnej). Teraz Lewandowskiego kochają już wszyscy – młodzi, starzy, meżczyźni, kobiety, mamy, babcie i dziadkowie.

Jak widać – wystarczy jeden dobry ruch wizerunkowy, by podbić świat. Czy Robert Lewandowski zrobił to, myśląc nad strategią swojego wizerunku? Raczej nie. Przypuszczam, że był to gest mocno intuicyjny – co wcale nie zmniejsza jego wizerunkowego przekazu.

Proste. Łatwe w wykonaniu. I genialne. Pełen szacunek, panie Robercie! 🙂