Nagle się okazało, że zdaniem wielu Polaków przemoc można usprawiedliwić. Wystarczy „zasłużyć”, by uzasadnione było uderzenie drugiego człowieka. Świadczą o tym setki komentarzy na Twitterze i Facebooku – osób solidaryzujących się z Dominiką Arendt-Wittchen, która publicznie spoliczkowała protestującą kobietę. Sprawdzałam, kto stoi za tymi komentarzami

„Zasłużyła na to”, „Należało się jej po prostu,” „Co za odwaga!”, „Brawo dla tej pani, ma więcej honoru i dumy niż całe PO” – to najbardziej typowe komentarze, jakie można przeczytać wśród części użytkowników sieci na temat zajścia, do którego doszło 1 września 2018, podczas obchodów Dnia Weterana w Warszawie.

W ramach protestu przeciwko PiS grupa aktywistów, w tym Magdalena Klim, skandowała hasło „Konstytucja”. Zareagowała na to Dominika Arendt-Wittchen, wówczas pełnomocniczka wojewody dolnośląskiego ds. obchodów 100 rocznicy odzyskania niepodległości, uderzając Magdalenę Klim w policzek.

Arendt-Wittchen podała się później do dymisji, a w rozmowie z Radiem Wrocław wyjaśniła, że jej reakcja była „emocjonalnym gestem wykonanym w proteście przeciwko zagłuszaniu i awanturowaniu się w czasie jednej z najważniejszych uroczystości w kraju”. Ale w sieci zaroiło się od wpisów popierających jej zachowanie.

Sprawdziłam 200 kont

Aby sprawdzić, kto akceptuje spoliczkowanie protestującej, przeanalizowałam komentarze pod dwoma tweetami na ten temat:

  • pod tweetem ministra Joachima Brudzińskiego, który potępił fakt agresji fizycznej, choć podkreślił, że protestująca po raz kolejny zakłócała uroczystości państwowe i była agresywna;

  • oraz pod tweetem z konta @pikus_pol, w którym użytkownik apelował do „prawej strony” o wyrażenie wsparcia dla Dominiki Arendt-Wittchen. W ciągu dwóch dni, do godz. 21.00 we wtorek, tweet ten zdobył 3870 polubień i został 1553 razy podany dalej.

Sprawdzałam również reakcje osób publicznych oraz prawicowych mediów. Przeanalizowałam także konta wyrażające uznanie dla Dominiki Arendt-Wittchen na Facebooku. W sumie – ok. 200 kont.

Czy nie byłoby jakoś znośniej, gdyby to tzw. „ruskie trolle” suflowały usprawiedliwianie przemocy? Niestety, tym razem nie mieliśmy do czynienia z hejterską akcją, wykreowaną przez kogoś koordynującego dużą liczbę kont w mediach społecznościowych.

Nie było nawet wspólnego hashtagu (hashtag #MuremzaDominiką pojawił się w niewielu wpisach na ten temat). Był za to ostry społeczny spór między potępiającymi a popierającymi zachowanie pełnomocniczki, i bardzo silna polaryzacja Polaków wobec tej sytuacji.

 

„Dała w mordę ubeckiej Rudej, bo się od dawna o to prosiła”

Reakcje na fatalne zachowanie pani Arendt-Wittchen można podzielić na dwa rodzaje. Pierwszy to te wpisy, w których autorzy przekonują, że przemoc fizyczną można usprawiedliwić. Nawet taką jak opisywana: publiczną, jawną, między kobietami, podczas oficjalnej uroczystości. Według wielu komentujących „Rudej” (tak w komentarzach najczęściej określana jest pani Magdalena Klim) ten policzek się po prostu należał, bo od dawna „prowokowała” (tą „prowokacją” miał być fakt udziału w protestach i głośnego wznoszenia okrzyków takich jak „Konstytucja”).

Oto jak komentowano cała sytuację:

  • „należało się jej jak babci emerytura, i to już od dawna”;
  • „to nie było bicie, to było antidotum na głupotę”;
  • „dosyć terroru i bezkarności grupy socjopatów czy frasyniukopodobnych”.
  • „Dostanie w pysk to najlepsze, co spotkało Rudą od dawna. Szkoda, że jeszcze z tyłu nikt jej w dupę nie kopnął” – mema z takim napisem udostępniła pod tweetem Joachima Brudzińskiego jedna z użytkowniczek.

Jej konto było mocno zaangażowane w historię spoliczkowania protestującej, opublikowało i udostępniło kilkanaście tweetów na ten temat. Ta sama użytkowniczka publikowała też m.in. informację o tym, że na policję zgłosił się mężczyzna, który „znieważył” pomnik Lecha Kaczyńskiego.

Przemoc i … Pismo Święte???

Użytkowniczka stwierdziła: „Proponuję rozstrzelać!”, dodając do tego kilka rozbawionych emotikonek. W innym wpisie napisała, że Hanna Gronkiewicz-Waltz „też powinna dostać z liścia. Od wszystkich Warszawiaków po kolei”.

Jednocześnie powoływała się z uznaniem na słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego, popierała akcję #ReparationsForPoland, oraz uczestniczyła w hejcie wobec Roberta Felusia (byłego naczelnego „Faktu”, który podał się do dymisji z powodu tytułu w „Fakcie” dotyczącego Leszka Millera i jego syna), Rafała Trzaskowskiego i w ogóle całej opozycji.

Konto @pikus_pol, które zainaugurowało akcję solidaryzowania się z Dominiką Arendt-Wittchen na Twitterze, także łączy hejt wobec opozycji z katolicyzmem. Przypięty na tym koncie tweet (wpis stale widoczny na początku profilu) to cytat ze znanej piosenki religijnej „Pan jest mocą swojego ludu”.

Na Facebookowym profilu tego samego użytkownika można przeczytać o spoliczkowaniu: „Jeśli osoba bez przerwy wrzeszczy KONSTYTUCJA i nie reaguje na wypowiadane do niej słowa, można domniemywać, że popadła w stan histerii zagrażający jej życiu. Medycyna wówczas zezwala, a nawet zaleca oklepanie pychola chorej w celu otrzeźwienia”. Ten post sąsiaduje z drugim – fragmentem z Pisma Świętego (Ewangelia wg Św. Łukasza), będącym czytaniem w Kościele Katolickim na poniedziałek, 3 września. Tego typu kont – atakujących opozycję, często popierających akcję dotyczącą reparacji wojennych, prezentujących swój katolicyzm i solidaryzujących się z Dominiką Arendt-Wittchen – jest dużo.

„Policzkowanie to część kultury RP szlacheckiej i II RP”

Z komentarzy wyłania się jasny pogląd: dla części Polaków potępienie przemocy jest warunkowe. Ogólnie jest ona zła, ale bywają sytuację, które ją uzasadniają: gdy ktoś „sam się prosi” albo „zasłużył sobie”. Niektóre komentarze wręcz sprowadzały takie działania do  „działań w celu otrzeźwienia” lub usprawiedliwiały je tradycją.

„A pan zna wers z Pisma Świętego/Stary Testament/ – Oko za oko, ząb za ząb” – dyskutował jeden z użytkowników. Inny stwierdzał: „Zawsze policzkowało się chamów, kłamców i złodziei, jak można karać kogoś, kto się odpowiednio zachował?” Kolejni:

„Policzkowanie to część kultury RP szlacheckiej i II RP”; „Ona nie przekroczyła granicy. Tu policzek ma znaczenie klapsa dyscyplinującego niesforne dziecko”.

W podobny sposób wypowiedziała się posłanka PiS Krystyna Pawłowicz, która zwracając się na Twitterze do ministra Brudzińskiego napisała:

Natomiast redaktor naczelna TV Republika Dorota Kania napisała na Twitterze:

W usprawiedliwianie sytuacji włączyły się również niektóre media prawicowe, pojawiło się nawet określenie „patriotyczny liść” na policzek wymierzony protestującej.

Oczywiście nie brakowało też osób, które przypominały spoliczkowanie europosła Michała Boniego przez eurodeputowanego Janusza Korwin-Mikkego – i był to dla nich dowód na właściwe zachowanie zarówno Korwin-Mikkego, jak i obecnie Dominiki Arendt-Wittchen. Fakt, że Korwin-Mikke został za to ukarany przez sąd grzywną, nie zmieniał ich opinii.

Ten przyzwalający na fizyczną agresję sposób myślenia doskonale oddaje jeden z użytkowników Facebooka: „Morda nie szklanka, nie zbije się” – napisał. Czyli – można bić.

„Ten policzek powinien wymierzyć rząd”

Drugi rodzaj wpisów to te, w których komentujący przyznawali, że odczuli ulgę dzięki spoliczkowaniu protestującej. Solidaryzowali się z Dominiką Arendt-Wittchen, bo wyraziła ich własne emocje – w sposób, który oni także chętnie by wykorzystali.

Nie, nie pisały o tym wyłącznie internetowe trolle. Znalazłam wśród komentujących panie na emeryturze, emerytowanego publicystę katolickiego, PR-owca w firmie geodezyjnej, młodych prawników. „Jakże mi ulżyło po tym klapsie” – stwierdziła jedna z użytkowniczek Facebooka.

Na Twitterze można przeczytać: „Ta drobna dziewczyna stanęła w obronie honoru i godności naszych obrońców. Zrobiła to, co należało zrobić wobec tej dziczy.” Kolejny twitterowicz dyskutował z Joachimem Brudzińskim: „Zrobiła to, co powinniście zrobić i co zrobić powinien każdy uczciwy Polak. (…) Zwykli Wasi wyborcy, tacy jak ja, są Waszą niemocą zmęczeni, zaniepokojeni i tracą z każdą chwilą zaufanie.”

Stan emocjonalny „prawej strony” być może najlepiej oddaje ten tweet:

Oczekiwanie na bardziej radykalne reakcje ze strony rządu jest widoczne w wielu wpisach. Podobnie jak czysta nienawiść wobec opozycji parlamentarnej, KOD-u i Obywateli RP.

„To efekt bezczelnego łamania prawa przez bojówkarzy z kodu, przy zupełnej bierności policji, a bierność rozzuchwala” – czytam w kolejnym tweecie. I dalej: „Powinna nie z liścia dostać, a parę kijów na grzbiet”.

O tym, że we wpisach przejawia się rzeczywiście odczuwana nienawiść, piszą sami internauci. Tak to opisał twitterowicz o nicku „Pomarańczowy Aferzysta”:

Zdobył pod tym tweetem 1100 lajków.

„Rudej chamskiej awanturnicy plaskacz w pysk należał się jak psu buda”

Jakie środowiska reprezentują osoby popierające wymierzenie policzka protestującej? To elektorat prawicowy, sytuujący się raczej w radykalnej części wyborców PiS-u. Trzeba zaznaczyć, że część zwolenników PiS-u krytykowała solidaryzowanie się z Dominiką Arendt-Wittchen oraz jej agresywne zachowanie.

Ciekawe było dla mnie jednak przyjrzenie się osobom, które ją popierały. Na wielu analizowanych kontach zauważałam wsparcie dla akcji #ReparationsForPoland, hejtowanie Rafała Trzaskowskiego oraz innych polityków Platformy i Nowoczesnej.

U części widać było poparcie dla PiS-u (choć rzadko dla premiera Mateusza Morawieckiego) oraz dla kandydata na prezydenta Warszawy Patryka Jakiego. Na innych  – poparcie dla Ruchu Narodowego. Kolejne wspierały posła narodowca Adama Andruszkiewicza.

W wyrażanie solidarności z Arendt-Wittchen włączyły się również konta rozpoznające się na Twitterze po hashtagu #DrugaZmiana, który kojarzony jest z posłem PiS Dominikiem Tarczyńskim i grupą osób z nim współdziałających.

Na koncie użytkowniczki @Immanuella, którą poseł Tarczyński na Twitterze potrafi nazywać swoim generałem, pojawił się taki wpis:

Wydaje się, że oburzenie wobec protestującej połączyło wiele różnych prawicowych środowisk. Co więcej – nie było to oburzenie kreowane, lecz prawdziwe. Zaś usprawiedliwianie zachowania pełnomocniczki wojewody przez osoby publicznie znane (posłanka Pawłowicz, dziennikarka Dorota Kania) sprawiło, iż zwykli użytkownicy mediów społecznościowych zrezygnowali z kulturowej poprawności – i z ulgą (!) wyrażali swoje prawdziwe uczucia.

Wyzwolenie jak u Trumpa

W jakimś stopniu przypomina to sytuację, która miała niedawno miejsce w Stanach Zjednoczonych. Podczas kampanii wyborczej Donalda Trumpa jego zwolennicy – jak opisuje Arlie Russel Hochschild w książce „Obcy we własnym kraju” – poczuli, że nie muszą już dopasowywać swoich uczuć do zasad poprawności politycznej.

Wyzwolenie się przez Trumpa z obowiązujących, poprawnościowych zasad sprawiło, że spora część amerykańskiej prawica także poczuła się od nich wolna. „Oszałamiająca, podnosząca poczucie wartości swoboda wyrażania własnych poglądów powodowała stan bardzo przyjemnego odlotu. To oczywiste, że ludzie chcą czuć się przyjemnie. Utrzymanie tego stanu leży w ich emocjonalnym interesie” – skonstatowała amerykańska socjolożka.

Czy wśród polskich przeciwników „totalnych” (jak prawica określa zwolenników opozycji i KOD-u) również dochodzi do takiego wyzwolenia się od zasad poprawności politycznej?

Czy dziś, ze względu na wypowiedzi liderów politycznych PiS-u, np. słynną wypowiedź o „zdradzieckich mordach” Jarosława Kaczyńskiego, czy komentarze posłanki Pawłowicz, ten elektorat odczuwa emocjonalną ulgę, bo nie musi ukrywać złości, nienawiści i agresji?

W niektórych komentarzach widać akceptację dla użycia siły przez policję wobec protestujących, oraz zgodę na przemocowe rozwiązywanie sytuacji konfliktowych  (pod warunkiem, że przemocy użyje rząd czy policja, a nie np. opozycja).  Czy żyjemy dziś w państwie, w którym o siłowe rozwiązywanie konfliktu politycznego nie trzeba już pytać: „czy?”, tylko „kiedy”?

Pisownia komentarzy została zachowana w oryginalnej formie. Śródtytuły są cytatami z publicznych komentarzy zamieszczonych na Twitterze i Facebooku.

Zakreślenia nazw użytkowników w screenach wynika z obowiązku RODO.

 

Tekst opublikowany na portalu Oko.Press