Narodowcy werbują. Kto zwycięży w walce prawicowych radykałów?

Prawica werbuje. Mocno, intensywnie i wielostronnie. W Polsce trwają dziś przynajmniej cztery akcje werbunkowe radykalnej prawicy. Kto będzie skuteczniejszy w gromadzeniu wokół siebie zwolenników i sprawniejszy w budowaniu struktur terenowych – ten wygra najgorętszą obecnie walkę polityczną w Polsce. I choć umyka ona większości mainstreamowych mediów, jej rozstrzygnięcie będzie istotne dla dalszej sytuacji w kraju.

Dziś w Polsce działa sześć istotnych środowisk prawicowych, które konkurują między sobą o głosy narodowców. Są to: Ruch Narodowy i Młodzież Wszechpolska; drużyny A, czyli środowisko skupione wokół Adama Andruszkiewicza; Wolni i Solidarni Kornela Morawieckiego; Ruch 11 Listopada z liderem Marianem Kowalskim; ONR oraz Falanga. Całości obrazu dopełniają dwie nieco inaczej sformatowane grupy: zwolennicy partii „Wolność” Janusza Korwina-Mikke, którzy identyfikują się jako społeczni narodowcy i zwolennicy wolnego rynku; oraz środowisko skupione wokół Radia Maryja, które dziś promuje przede wszystkim Antoniego Macierewicza.

Nie każdej z tych grup zależy na wejściu do głównego nurtu polityki. Najważniejsi liderzy walczą jednak ze sobą coraz intensywniej. Widać to zarówno w sieci, jak i w świecie rzeczywistym: w Polsce trwają dziś przynajmniej cztery akcje werbunkowe prawicy. Narodowcy doskonale wiedzą, że właśnie teraz mają swój wielki moment w Polsce i albo go wykorzystają, albo szansa przepadnie. Wielki moment to z jednej strony efekt polityki PiS, który zalegalizował obecność nacjonalistów w oficjalnej przestrzeni publicznej i wspiera ich aktywność, a z drugiej – ogólnoeuropejski trend, obserwowany w wielu państwach: w całej Europie rośnie liczba osób o skrajnie narodowych poglądach. Ale w przeciwieństwie do Niemiec, Włoch, Grecji, Francji, Węgier, Ukrainy czy Szwecji, w Polsce nadal nie ma wiodącego narodowego ugrupowania, które stanowiłoby realną siłę polityczną. Właśnie o to, kto je stworzy, toczy się dziś walka. Jej rozstrzygnięcie poznamy dopiero w następnym roku, bo nie rozegra się ona podczas wyborów samorządowych, tylko podczas wyborów parlamentarnych. Jesienią niektóre z radykalnych środowisk będą próbowały utworzyć własne komitety lub wystartować do samorządów w porozumieniu z innymi ugrupowaniami (najczęściej z PiS-em, spodziewajmy się więc narodowców na PiS-owskich listach kandydatów), ale będzie raczej strategia na przeczekanie. Wielka bitwa to plan na 2019 rok.

 

Podzieleni narodowcy

Kto ma największe szanse na stworzenie polskiej wersji AfD (Alternative für Deutschland – Alternatywa dla Niemiec, radykalna narodowa partia niemiecka)?  Przyjrzyjmy się kolejno polskim radykałom.

Ruchem o najdłuższej tradycji jest Ruch Narodowy, działający razem z Młodzieżą Wszechpolską. RN ma swego przedstawiciela w Sejmie. Jego prezes, Robert Winnicki, wszedł do parlamentu w 2015 r. z list Kukiz`15, potem zrezygnował ze współpracy z Kukizem i dziś jest posłem niezrzeszonym. Drugim liderem RN jest Krzysztof Bosak (poza Sejmem). Ruch ma średnie poparcie w sieci – jego fanpage na Facebooku może pochwalić się zaledwie 16 tys. fanów, na Twitterze ma niewiele więcej, bo 18 tys. followersów. Liderzy mają silniejsze wpływy, jeśli oceniać to na podstawie danych z social media – Winnicki ma 51 tys. fanów, a Bosak – 79 tys. Przez jakiś czas Ruch Narodowy był jednak mało aktywny, a liderzy niezbyt widoczni. Wykorzystał to poseł Adam Andruszkiewicz, były lider Młodzieży Wszechpolskiej, który tak jak Winnicki dostał się do Sejmu z list Kukiz`15, też odszedł z klubu, ale nie dołączył do Winnickiego, tylko wszedł do koła Wolni i Solidarni – ugrupowania, któremu lideruje Kornel Morawiecki. Andruszkiewicz zaczął budować własną popularność i odrębne środowisko.

Być może właśnie jego aktywność pobudziła RN do działania. Liderzy Ruchu Narodowego w ramach trwającej od marca akcji #NarodowaMobilizacja spotykają się ze swymi zwolennikami w całej Polsce i tworzą nowe struktury regionalne. Natomiast poseł Andruszkiewicz buduje – na razie głównie w sieci – Drużyny A (czyli, jak jednoznacznie poinformowano w opisie grupy na Facebooku, drużyny, które popierają działalność posła). Zgromadził w nich 25 tys. sieciowych zwolenników, a on sam ma 180 tys. fanów na Facebooku (jeden z najwyższych wyników wśród polskich polityków). Jednak tak duża liczba kont popierających go w sieci nie musi przekładać się na poparcie w świecie realnym, dlatego trudno ocenić, jak liczne środowisko rzeczywiście ma wokół siebie Andruszkiewicz. Wiadomo, że na spotkania zarówno Ruchu Narodowego, jak i młodego posła WiS, przychodzi zazwyczaj (niezależnie od miejscowości) ok. 100 osób – a to, jak na spotkania polityczne, naprawdę dobry wynik.

 

Czy Drużyny A dołączą do PiS?

Andruszkiewicz od marca zapowiada, że wkrótce powstanie nowy projekt, który ponad podziałami politycznymi będzie budować polskie środowisko patriotyczne. Jego inauguracja miała się odbyć w kwietniu, teraz przełożono ją na maj. Natomiast w swoim okręgu wyborczym, w Białymstoku młody poseł wystąpił niedawno na konferencji prasowej jako członek ugrupowania Wolni i Solidarni (chyba po raz pierwszy od momentu zmiany barw klubowych) i poinformował, że członkowie WiS wystartują w do sejmiku województwa podlaskiego z list PiS-u. Świadczyłoby to o przybliżaniu się albo WiS, albo przynajmniej Andruszkiewicza, do partii rządzącej. Jednak WiS prowadzi dziś własną akcję rekrutacyjną i buduje odrębne struktury, można więc przypuszczać, że to Andruszkiewicz coraz intensywniej myśli o współpracy z PiS-em i wykorzystuje wszystkie posiadane narzędzia, by poprawić swoją pozycję negocjacyjną w rozmowach z obozem rządowym. Jego fani zgromadzeni w Facebookowych Drużynach A też mogą być używani jako karta przetargowa – są bowiem (wirtualnym) dowodem na poziom poparcia Andruszkiewicza.

Nie ma dziś w Polsce żadnych danych, które dawałyby choćby ogólne pojęcie, ilu Polaków uważa się za narodowców. To problem m.in. dla rządzących – PiS nie wie, jaka liczba wyborców może przesunąć się z ich elektoratu do grupy zwolenników ewentualnego nowego ugrupowania prawicowego. Dlatego na wszelki wypadek będzie próbował temu zapobiec i porozumieć się z najbardziej wpływowymi radykałami. Czy skorzysta na tym Andruszkiewicz?

Z mojej analizy kont, wspierających Andruszkiewicza w mediach społecznościowych, wynika, że młody poseł nie jest politycznie osamotniony. Te same konta propagują także niewielką grupę parlamentarzystów PiS-u: Patryka Jakiego, Antoniego Macierewicza, Krystynę Pawłowicz i Annę Sobecką. To może wskazywać na powiązania byłego lidera Młodzieży Wszechpolskiej ze środowiskiem polityków skupionych wokół Ojca Rydzyka i Radia Maryja, oraz być dowodem, iż właśnie ta grupa jest zainteresowana utworzeniem nowego stowarzyszenia patriotycznego. Ponieważ jednak dziś są to parlamentarzyści należący do PiS, na ich decyzje wpływ będzie miała sytuacja wewnątrz partii. A Jarosław Kaczyński nie będzie mógł pozwolić sobie na utratę elektoratu radykalnego. Będzie więc starał się przyciągnąć do PiS-u nie tylko obrażonego Antoniego Macierewicza, ale też młodego Andruszkiewicza, z nadzieją, że jego środowisko nie jest tylko zbiorem fake`owych kont w mediach społecznościowych, lecz rzeczywistą wyborczą siłą. Porozumienie w sprawie wspólnego startu w wyborach samorządowych do sejmiku woj. podlaskiego może być pierwszym krokiem w tym kierunku.

 

„Jedyna antykomunistyczna biblijna partia w RP”

Macierewicz ma jednak gotowy nie tylko plan B, ale i plan C – jego zwolennicy gromadzą się bowiem również w kolejnym prawicowym środowisku. To Ruch 11 Listopada, któremu lideruje Marian Kowalski, powszechnie znany głównie dlatego, że kandydował na prezydenta RP podczas ostatnich wyborów. Teraz stara się zbudować własne ugrupowanie, a misją tą dzieli się z pastorem Pawłem Chojeckim, twórcą niezależnej wspólnoty chrześcijańskiej „Kościół Nowego Przymierza” z Lublina. Na grafikach promujących ruch panowie występują z Biblią (Chojecki) i bronią palną (Kowalski), bo to ich główne postulaty: życie zgodnie z biblijnymi nakazami oraz powszechny dostęp do broni palnej. Jak łączą oba postulaty w całość, nie widząc w tym wewnętrznej sprzeczności, nie bardzo wiadomo, promują się jednak intensywnie w całej Polsce – Kowalski jeździ po kraju, spotykając się ze swymi sympatykami. Mamy więc kolejną akcję werbunkową w tej części polskiej sceny politycznej. Ruch 11 Listopada to jednak znacznie mniejsze środowisko niż opisane wcześniej – na FB ma tylko 6 tys. fanów. Organizuje za to bardzo wyraziste, także antyrządowe akcje: hasło jednej z nich brzmiało: „Morawiecki do dymisji, Macierewicz na premiera”. Druga to petycja do prezydenta USA Donalda Trumpa, umieszczona na oficjalnej stronie Białego Domu (https://petitions.whitehouse.gov/) – w sprawie uruchomienia międzynarodowego śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej. Udało się zebrać pod nią 30 tys. podpisów, po czym z nieznanych powodów 23 kwietnia Biały Dom… usunął petycję.

Niezależnie od tego typu problemów Macierewicz jest przez aktywistów Ruchu 11 Listopada regularnie zapraszany do współpracy, były minister obrony ma tu swoje silne zaplecze (kolejne, po Radiu Maryja i środowisku skupionym wokół posła Andruszkiewicza).

 

Mężczyźni, którzy kochają „Wolność”

Jedynym  konserwatywno-prawicowym ugrupowaniem regularnie badanym w sondażach jest  partia Wolność Janusza Korwina-Mikke. Ma ona jednego posła w Sejmie (Jacek Wilk) i dwóch eurodeputowanych. Analizowałam szczegółowo, czy jej elektorat (szacowany dziś w sondażach na 2-4 proc.) pokrywa się z innymi środowiskami narodowymi. Okazuje się, że nie – to rozbieżne grupy, w zasadzie nie mające części wspólnych. I choć poglądy narodowe obie grupy mają podobne, to prezentują zupełnie inne podejście nie tylko do gospodarki, ale też w ogóle do polityki. Ciekawe jest porównywanie ich dyskusji w social media. Komentujący na profilach Ruchu Narodowego, Andruszkiewicza czy Ruchu 11 Listopada to ludzie, których można by określić jako osoby motywowane ideologicznie. Ich obraz świata jest często zbudowany w oparciu o mity polityczne, które serwują im liderzy oraz narodowe media. Są to mity wyznaczane przez takie frazy i pojęcia jak: Żołnierze Wyklęci, reparacje wojenne, Żydzi niszczący świat, rząd Morawieckiego kapitulujący przed Żydami, Platforma = złodzieje,  politycy do więzienia, urzędnicy są źli itp. Większość dyskusji polega na rozwijaniu tych podstawowych haseł, często można też znaleźć posty będące swoistym „wyznaniem wiary”, czyli bezwarunkowym wyrażaniem poparcia i uznania dla lidera.

Zupełnie inaczej wygląda to wśród sympatyków partii Wolność. Tu dyskusje nie mają charakteru wyznawczego ani ideologicznego. Z zaskoczeniem czytałam komentarze, w których wymieniano się rzeczowymi argumentami – nawet gdy pojawiały się sformułowania „hasłowo-ideologiczne”, rozwijane były merytorycznie, a nie w formie „wyznania wiary”. Kolejna cecha charakterystyczna tej grupy to silna męska dominacja. Zobrazuję to liczbowo: na 100 lajków pod postem tylko 9 to lajki kobiet; pod kolejnym: na 45 reakcji – dwie to reakcje kobiet. W innych środowiskach narodowych aktywność kobiet jest większa – choć tam również przeważają mężczyźni. Najwięcej pań reaguje pod postami posła Andruszkiewicza.

 

ONR nie chce startować w wyborach

Najbardziej skrajne środowiska to ONR i Falanga (grupa wyprowadzona kilka lat temu z mazowieckiego ONR-u przez Bartosza Bekiera). ONR po zablokowaniu na Facebooku przeniósł się na Twitter, ma tam ok. 11 tys. followersów. Wydaje się, że obecnie to środowisko nie jest zainteresowane wchodzeniem do głównego nurtu politycznego. W nowej deklaracji ideowej, przyjętej przez ONR rok temu, zapisano postulat ograniczenia roli partii politycznych „jako instytucji szkodliwych dla narodu”, zaś w niedawnym wywiadzie dla „Dziennika Narodowego” Kierownik Główny ONR Aleksander Krejckant  podkreślał, że ONR odrzuca demokrację liberalną i uznaje ją za jedną z form totalitaryzmu. Jasno stwierdził też, że będzie odradzał Radzie Głównej ONR udział w wyborach, m.in. dlatego, że nie ma w Polsce jednolitego ugrupowania, które reprezentowałoby całe polskie środowisko nacjonalistyczne.

Jeśli można znaleźć jeszcze większych radykałów niż ONR, to zapewne będzie to Falanga – grupa kierowana przez Bartosza Bekiera, byłego szefa mazowieckiego ONR-u, opisanego ostatnio dość dokładnie przez „Krytykę Polityczną”. Falanga utrzymuje chyba najsilniejsze kontakty międzynarodowe z nacjonalistami w Europie i na świecie, promuje też ideę euroazjatyzmu Aleksandra Dugina, wg której winę za całe zło na świecie ponosi „zachodni liberalizm”, zaś nowa ideologia powinna mieć swoje centrum w Moskwie. Na szczęście Falanaga jest dziś niewielkim środowiskiem, skupionym wokół portalu informacyjnego Xportal.pl, i nie ma możliwości silnego oddziaływania politycznego w Polsce.

Realna walka o przyszłą władzę toczy się dziś między Ruchem Narodowym a środowiskiem kreowanym przez posła Adama Andruszkiewicza i wspieranym przez grupę posłów PiS. Jakąś rolę w tej przestrzeni odgrywa też Antoni Macierewicz. Reszta nacjonalistycznych grup jest za mała, by myśleć o stworzeniu silnego ugrupowania i konsolidacji narodowców. Czy wchłonie je PiS? Niektóre na pewno. A jeśli nawet nie dojdzie do wchłonięcia, to grupy te będą skazane na intensywną współpracę z PiS-em lub z nowym prawicowym ugrupowaniem. Główne pytanie dzisiaj dotyczy jednak rozstrzygnięcia bitwy między Andruszkiewiczem a Winnickim i Bosakiem. Jeśli Andruszkiewicz zdecyduje się na współpracę z PiS-em, na nacjonalistycznym placu boju zostanie Ruch Narodowy i Młodzież Wszechpolska. I to oni będą próbowali stworzyć polski odpowiednik niemieckiej AfD. Jeśli natomiast Andruszkiewicz i wspierający go parlamentarzyści stworzą własną organizację, dostępne nam dziś dane pokazują, że będą największym środowiskiem narodowym w Polsce. Gdyby do tego zyskali wsparcie Radia Maryja – mielibyśmy nowy, silny byt polityczny w Polsce.  Taka sytuacja byłaby skrajnie niekorzystna dla PiS-u, a jednocześnie równie mocno niekorzystna dla opozycji. Stare partie musiałyby znaleźć dla siebie nowe miejsca na scenie politycznej, by zachować równowagę.

 

 Tekst opublikowany także na portalu OKO Press.

Kwietniowe boty na polskim Twitterze. Chińczycy nas obserwują?

Tysiące nowych botowych kont pojawiło się na polskim Twitterze w kwietniu 2018 r. Co ciekawe, wiele z nich rozpoznawanych jest przez TT jako konta chińskie. Chińczycy nas obserwują? Raczej nie. Po prostu ktoś, kto tworzy te boty, używa chińskiego języka, być może także lokalizowanych w Chinach numerów IP.

Kwietniowe boty obserwują wielu polskich polityków i publicystów – od prawej do lewej strony sceny politycznej.  Są nieaktywne, anonimowe, najczęściej nie mają żadnych zdjęć profilowych. Te zagraniczne z reguły mają cyfry w nazwach użytkowników (łączone z literami), żadnych nazwisk, brak imion. Większość identyfikowana jest jako konta posługujące się językiem chińskim lub brytyjskim (choć znalazłam konto obserwujące Donalda Tuska, które posługuje się językiem… farsi). Zauważą je na swoich profilach zarówno Grzegorz Schetyna, Donald Tusk, Radosław Sikorski, Paweł Graś i Roman Giertych, jak i prezydent Andrzej Duda, Zbigniew Ziobro, Beata Szydło czy Paweł Kukiz – oczywiście w różnej ilości.

Tak wyglądają nowi followersi na koncie Grzegorza Schetyny:

nowi_schetyna1

Takich znajdziemy u Donalda Tuska:

nowi_tusk1

Do tej samej grupy należą followersi Jarosława Kurskiego:

nowi_jaroslawkurski

 

Chińskie boty obserwują również m.in. Elizę Michalik, Michała Majewskiego, Tomasza Lisa, Cezarego Gmyza, Dawida Wildsteina, Jacka Kurskiego.

Ile ich jest? Z wstępnych danych wynika, że w kwietniu pojawiło się ich ok. 4 tysiące. Jak na polskiego Twittera to niezbyt dużo, z tym że ich napływ wciąż trwa, liczby więc zmieniają się każdego dnia. Poza polskimi politykami boty obserwują zagraniczne konta komercyjne, celebryckie, związane z rozrywką i sportem, nie interesują się natomiast politykami zagranicznymi. Poza kontami anglo- i chińskojęzycznymi zdarzają się również konta rosyjskie – ale jest ich niewiele. Ze względu na brak aktywności trudno dziś powiedzieć, w jakim celu ktoś tworzy tę farmę zagranicznych botów oraz kto to robi.

Druga grupa to również anonimowe boty, ale polskie. Te są znacznie bardziej zróżnicowane regionalnie i wydają się rzeczywiście być elementem jakichś przygotowań do kampanii samorządowej. Obserwują czołówkę polskich polityków (Tusk, Duda, Sikorski, Szydło), ale poza tym także działaczy obu obozów politycznych, tyle że związanych z konkretnymi województwami i miastami (m.in. Wrocław czy Łódź).

Tak wygląda część nowych followersów prezydent Łodzi Hanny Zdanowicz:

nowi_zdanowska1

Osoby odpowiadające za zakładanie tych kont mają najwyraźniej nieźle zrobiony research regionalny, bo do grona obserwowanych włączają nie tylko znanych polityków, ale też osoby istotne regionalne, np. niektórych radnych miejskich. W polu  zainteresowania znajdują się też Rafał Trzaskowski i Patryk Jaki, politycy związani z wyborami samorządowymi w Warszawie.

Ta grupa botów w nazwach użytkowników częściej ma imiona i nazwiska, choć bywa że w skróconej wersji,  nie zobaczymy natomiast zdjęć profilowych ani  jakiejkolwiek innej aktywności poza obserwowaniem wybranej grupy ludzi. Wydaje się, że tego typu botów jest maksymalnie ok. 2 tys.

Powinniśmy się przyzwyczaić do pojawiania się masowych ilości kont botowych na polskich Twitterze – przez długi czas będzie to zapewne jedna z metod kampanii wyborczej w mediach społecznościowych. Warto pamiętać, że boty służą wyłącznie jako wzmacniacze określonych treści. Ponieważ nie mają siatki prawdziwych obserwujących, aby za ich pomocą zbudować rozległy zasięg jakiegoś posta, trzeba użyć tysięcy kont. Właśnie dlatego farmy botów zawsze są tak liczne – boty spełniają swoją rolę wyłącznie wtedy, gdy jest ich dużo.

W takich zautomatyzowanych kontach najciekawsze jest, kto je zakłada i jakie treści nagłaśnia. Jeśli chodzi o nowo powstałą grupę kont polskich – zapewne stoi za nim jakaś polska agencja marketingowa, pracująca na zlecenie któregoś środowiska. Dużo ciekawiej wyglądają konta identyfikowane dziś jako zagraniczne. Warto obserwować, do czego zostaną wykorzystane. Dopiero wtedy można będzie odpowiedzieć na więcej pytań na ich temat.

Kto buduje radykalną prawicę w Polsce? Zaskakujące związki personalne

Parlamentarzyści: Adam Andruszkiewicz Patryk Jaki, Krystyna Pawłowicz, Antoni Macierewicz i Anna Sobecka – czy właśnie ta grupa polityków utworzy w kwietniu nowe radykalne ugrupowanie? Potwierdza to analiza polskiego prawicowego internetu. Właśnie ta piątka polityków może liczyć na stałe i wzajemne wsparcie na Facebooku i Twitterze. Ich popularność budują jednak nie tzw. PiS-owskie trolle, tylko zupełnie inna grupa kont, która nie promuje ani prezydenta Dudy, ani premiera Morawieckiego, uwielbia za to radykalnych publicystów i dziennikarzy. Jednocześnie poseł Andruszkiewicz na Facebooku zapowiedział utworzenie – zaraz po Wielkanocy – nowego politycznego ugrupowania „ponad podziałami partyjnymi”, którego celem będzie „wprowadzenie nowego porządku w Polsce”.

Kilka tygodni temu pisałam, że analiza mediów społecznościowych pokazuje, iż elektorat prawicy, do tej pory wspierający PiS, zaczyna się dzielić: na grupę prawicowych radykałów oraz rzeczywistych zwolenników PiS. Ci pierwsi są coraz bardziej niezadowoleni z powolnego, ale systematycznego przesuwania się partii rządzącej w kierunku centrum (tak to wygląda z ich punktu widzenia). Jawnie krytykują rządzących, a każdy tydzień przynosi im dowody na nierealizowanie przez PiS ich postulatów. Zawieszenie prac nad radykalizacją ustawy o aborcji, weto prezydenta ws. ustawy degradacyjnej, słynna ustawa o IPN i wycofanie się z jej stosowania – to tylko kilka najgłośniejszych przykładów ostatnich tygodni.

 

Skrajny radykał – Adam Andruszkiewicz

„PiS jest za miękki” – coraz głośniej niesie się wśród radykalnej prawicy. Jednocześnie ta grupa Polaków nie ma dziś swojej reprezentacji parlamentarnej ani partyjnej. Ruch Narodowy, do tej pory najbardziej rozpoznawalna organizacja nacjonalistyczna w Polsce, od pewnego czasu boryka się z problemami (nie tylko formalnymi – w 2017 r. wykreślono go z ewidencji polskich partii). Chodzi o konkurencję między liderami – Robertem Winnickim, Krzysztofem Bosakiem i Adamem Andruszkiewiczem.

andr1

Ten ostatni to młody (27 lat) poseł pierwszej kadencji, pochodzący z Białegostoku, to były lider Młodzieży Wszechopolskiej, skrajny narodowiec. Mało znany, zasłynął do tej pory wyłącznie z pobierania poselskich pieniędzy za paliwo, choć nie ma prawa jazdy. Do Sejmu wszedł z listy Kukiz`15, ale w lipcu 2017 r. przeszedł do koła Wolni i Solidarni (z Kornelem Morawieckim na czele), jest też prezesem Stowarzyszenia Endecja. Organizacja ta miała gromadzić polskich narodowców, ale z powodu wewnętrznych sporów dziś praktycznie nie funkcjonuje. Jednak Andruszkiewicz, który widzi swoją przyszłość jako lider „młodych polskich patriotów”, znalazł nowy sposób, by osiągnąć cel. Intensywnie buduje swoją markę w mediach społecznościowych, chętnie wypowiada się w programach telewizyjnych. Jeśli ktoś ma ochotę posłuchać najbardziej radykalnych wypowiedzi w polskiej polityce – niech odsłucha jakikolwiek program z wystąpieniem Andruszkiewicza.

Skrajność postulatów (ostatnio poseł zaproponował np. program „Cela +” adresowany do polityków Platformy Obywatelskiej) gwarantuje mu sporą popularność w sieci – jednak reakcje, jakie zyskuje pod swoimi postami na Facebooku i na Twitterze są tak skrajnie wysokie i nieosiągalne dla innych polskich polityków (niezależnie od opcji), że postanowiłam dokładnie przyjrzeć się jego fanom.

 

O dwóch takich, którzy przegonili Lewandowską

Andruszkiewicz ma na swoim fanpage`u  na Facebooku 178 tys. fanów. To prawie tyle samo co była premier Beata Szydło (178 tys. ),  niewiele mniej niż Donald Tusk (210 tys. ) i Ryszard Petru (235 tys.), znacznie więcej niż Grzegorz Schetyna czy Katarzyna Lubnauer. Wszystkich ich bije jednak na głowę, jeśli chodzi o liczby reakcji pod postami. Andruszkiewicz uzyskuje standardowo od kilku do kilkunastu tysięcy reakcji. Takiego poziomu zaangażowania może mu pozazdrościć nawet prezydent Andrzej Duda – który choć ma aż 651 tys. fanów, uzyskuje średnio 500-800 reakcji. Andruszkiewicz w najnowszym rankingu firmy Sotrender, określającym popularność osób w sieci, znalazł się na 8. miejscu wśród Polaków, których konta notują najwyższą aktywność użytkowników. Tuż za nim uplasował się wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.  Poza Robertem Biedroniem (10. miejsce) i Pawłem Kukizem (14. miejsce) są jedynymi politykami w pierwszej dwudziestce. Wyprzedzili m.in. Annę Lewandowską, niewiele brakuje im do Martyny Wojciechowskiej i Adama Małysza.

andr_raport

To nie przypadek, że w rankingu tak wysoko znaleźli się dwaj bardzo różni (na pierwszy rzut oka)  posłowie. Andruszkiewicz to narodowiec, reprezentujący najpierw Kukiz`15, teraz koło Wolni i Solidarni. Patryk Jaki – partia Solidarna Polska Zbigniewa Ziobro, klub Prawo i Sprawiedliwość. Jeden to wolny elektron, drugi – wiceminister sprawiedliwości, szef  komisji weryfikacyjnej ds. reprywatyzacji. A jednak obu polityków sporo łączy. Głównie – plany na przyszłość. I nie są w tych planach osamotnieni.

 

Wąska grupa polityków trzyma się razem

Przeanalizowałam ok. 400 kont na FB i 300 na TT.  Wynik nie był taki, jakiego wiele osób mogłoby się spodziewać. Bo choć odkryłam trochę botów oraz fake`owych kont, kluczowym wnioskiem z analizy wcale nie okazały się rodzaje kont – tylko to, czyje posty rozpowszechniali fani Andruszkiewicza. Bardzo szybko zauważyłam, że ich konta zajmują się głównie udostępnianiem postów tylko kilku polskich polityków (niepowiązanych partyjnie), oraz grupy radykalnych publicystów i działaczy (Ziemkiewicz, Gmyz, Międlar, Jastrzębowski, Dawid Wildstein). Choć na pierwszy rzut oka wszystkie udostępniane treści są związane z PiS-em, po bliższym przyjrzeniu się widać, że bardzo rzadko upowszechniane są tam wpisy prezydenta Andrzeja Dudy, Kancelarii Premiera czy oficjalnego konta PiS. Rzadko pojawiają się też wpisy premiera Morawieckiego. Może więc, skoro Andruszkiewcz należał wcześniej do klubu Kukiz`15, konta te promują Kukizowców? Też nie. Pawła Kukiza nie ma w ogóle, czasami pojawia się poseł Marek Jakubiak – to wszystko. Nie ma również Zbigniewa Ziobro, lidera partii, do której należy Patryk Jaki.

Czyje wpisy są więc udostępniane przez konta popularyzujące posła Andruszkiewicza? To akurat widać wyraźnie. Poza Patrykiem Jakim promowani są jeszcze:  Krystyna Pawłowicz, Antoni Macierewicz i Anna Sobecka. Na mniejsze wsparcie może liczyć posłanka Anna Kwiecień oraz – na podobnym poziomie – Krzysztof Bosak.

Bardzo często wygląda to tak:

 

 

Wspiera ich przynajmniej kilkanaście tysięcy kont

Sprawdzałam to na kilka sposobów– analizowałam konta zaangażowane w udostępnianie postów Andruszkiewicza, ale też – odrębnie – ministra Jakiego i Antoniego Macierewicza. Zawsze działała ta sama zależność personalna. Proporcjonalnie wygląda to tak:  na 100 kontach na FB udostępniających posty Antoniego Macierewicza w ciągu ostatnich dwóch miesiącach wpisy Andruszkiewicza pojawiły się 47 razy, Pawłowicz – 30 razy, Sobeckiej – 25, Jakiego – 20. Przy czym na tych samych kontach w tym samym czasie premiera Morawieckiego udostępniono 10 razy, prezydenta Dudę  – 3 razy, Beatę Mazurek – 10, Zbigniewa Ziobro – 5. Z innych polityków PiS można znaleźć jeszcze kilku, ale wyłącznie w pojedynczych udostępnieniach. Nie sposób znaleźć natomiast choćby Mariusza Błaszczaka czy Joachima Brudzińskiego, Beatę Szydło odnotowałam zaledwie 4 razy, oficjalne konto PiS – 5. Nie ma tam również posła Dominika Tarczyńskiego, słynnego na Twitterze koordynatora anonimowych kont wspierających PiS, znanych pod hasłem „Druga Zmiana”.

Wniosek jest prosty – analizowaną grupę polityków wspierają zupełnie inne konta. To nie są tzw. PiS-owskie trolle, rozpowszechniające treści rządowe i prezydenckie oraz uderzające w przeciwników PiS. To odrębna grupa użytkowników, którą trzeba dziś oceniać na kilkanaście tysięcy kont na FB, nieco mniej – do ok. 6 tys. kont – na Twitterze. Działają bardzo sprawnie. Obserwowałam na bieżąco m.in. w wielkopiątkowy wieczór, jak rosła liczba reakcji pod tweetem Andruszkiewicza nt. wywiadu Donalda Tuska. Wpis opublikowany o godz. 21:11, 20 minut później miał 78 retweetów i 236 polubień, a godzinę po opublikowaniu – 163 retweety i 548 polubień. To nie jest typowy poziom reakcji na tweet posła spoza głównego nurtu krajowej polityki.

 

Drużyny A: Andruszkiewicz buduje struktury krajowe

Ten fakt trzeba uznać – Andruszkiewicz, Macierewicz, Jaki, Pawłowicz i Sobecka to dziś mocna sieciowa grupa, wspierająca wzajemnie rozpowszechnianie swoich treści (i zapewne korzystająca w tym zakresie z zewnętrznego wsparcia, które może im zapewnić choćby komercyjna agencja marketingowa operująca w sieci fake`owymi kontami). Na tym jednak nie koniec. Andruszkiewicz w tym roku na Facebooku tworzy tzw. Drużyny A – grupy użytkowników FB, których celem jest skupienie przyjaciół i sympatyków jego samego. Zgromadził już ponad 27 tys. zainteresowanych.

andr10

To klasyczne działanie polityczne, w którym łatwo zauważyć cechy tworzenia struktur organizacyjnych w całym kraju – poza główną grupą Drużyny A mają swoje Facebookowe grupy w każdym regionie, a Andruszkiewicz spotyka się z ich członkami nie tylko w sieci, ale też w realu. Na spotkanie w Białymstoku przyszło ponad 100 osób. Sporo, jeśli weźmiemy pod uwagę standardowe zainteresowanie spotkaniami z politykami.

To właśnie na fanpage`u Drużyny A Andruszkiewcz zapowiedział, że po Wielkanocy ogłosi powstanie nowego krajowego stowarzyszenia „patriotycznego”. Ma być „megaprofesjonalne”, zrzeszać patriotów ponad podziałami partyjnymi, tworzyć własne ustawy, szkolić polityczne kadry, a docelowo „wprowadzać zupełnie nowy porządek w Polsce”. Czyli – de facto ma powstać nowa partia, choć ukryta pod formułą pozarządowego stowarzyszenia. Nie miejmy złudzeń – Andruszkiewicz jest prawicowym radykałem; jeśli tworzy stowarzyszenie, to dla skoncentrowania w nim polskiej skrajnej prawicy. Ma być profesjonalnie, politycznie i ponad podziałami partyjnymi. To znaczy wyłącznie tyle, że Andruszkiewicz nie robi tego sam, oraz że dołączą do niego politycy z innych partii, a celem będzie zdobycie władzy („nowy porządek w Polsce”).

Kto wspiera Andruszkiewicza? To już Państwo wiecie, napisałam o tym wyżej.

 

Czy prezes o tym wie?

Istnieje możliwość, że nowe ugrupowanie powstaje za wiedzą PiS. Wtedy oznaczałoby to, że prezes Kaczyński wyczuwając oddalanie się radykalnych wyborców od jego partii zrozumiał, że nowe ugrupowanie radykałów powstanie – i albo będzie działać pod kontrolą PiS, albo bez niej, więc politycznie lepiej zaanimować jego początek. Wówczas misja Macierewicza i Jakiego byłaby de facto misją wewnętrzną, partyjną, a Andruszkiewicz zostałby liderem stowarzyszenia dzięki współpracy z PiS. Tylko po co wtedy tworzyć odrębną grupę kont w mediach społecznościowych, które nie wspierałyby PiS-u, a jedynie radykałów? Mało logiczne i nieekonomiczne.

Istnieje też druga opcja: że ugrupowanie powstaje niezależnie od woli prezesa, a analizowana grupa polityków napędzana jest z jednej strony ambicjami młodych prawicowych wilków (Andruszkiewicza i Jakiego), a z drugiej – frustracją usuniętego z rządu Macierewicza. Wtedy zrozumiała byłaby aktywność niezależnych od PiS-u kont w social media, grających na zupełnie nową organizację. To zaś oznaczałoby rozłam w PiS-e (nawet jeśli na razie niekoniecznie formalny) i podział elektoratu na prawicy. Oraz początek walki narodowców o wejście do parlamentu pod własnym szyldem.

 

Kto lekceważy przeciwników, przegrywa

Czy warto się tym przejmować? Warto. Po pierwsze dlatego, że w Polscy nigdy nie policzono wyborców w o nacjonalistycznym światopoglądzie. Wystarczy 5 proc. głosujących, by narodowcy weszli do parlamentu z własnym ugrupowaniem. Po drugie – skrajne ruchy narodowe zyskują siłę w wielu krajach europejskich. Częściowo to efekt radykalizacji nastrojów, u podłoża której kryje się wiele mechanizmów społecznych i politycznych. Ale z oficjalnych raportów wielu think tanków i instytucji unijnych wynika, że środowiska nacjonalistyczne w wielu państwach wspierane są przez rosyjską propagandę i jest to element rosyjskiej wojny informacyjnej. Koniecznie więc trzeba obserwować, co w tej dziedzinie dzieje się w Polsce. Po trzecie wreszcie – wybory najczęściej przegrywają ci, którzy lekceważą przeciwników. Dziś wielu Polaków macha ręka na nacjonalistów, uważa ich za nic nie znaczącą grupkę trollującą w sieci, która czasem zorganizuje jakąś demonstrację. Równie nieznany jest młody poseł, który usiłuje stać się ich liderem. Bo ilu z Was słyszało do tej pory o pośle Andruszkiewiczu? A jednak to on ma 170 tys. fanów na Facebooku i w zaangażowaniu użytkowników sieci przegonił nie tylko Roberta Biedronia, ale i Annę Lewandowską. A jeśli ma wsparcie Macierewicza i Jakiego, sytuacja robi się poważna. Lekceważenie nowych ruchów w polityce zawsze się mści. Nie wolno popełniać takiego błędu.

 

Tekst opublikowany także na portalu Oko Press