Oś zła zagraża światu! Co mówią paski w „Wiadomościach”

Mamy wojnę! W Polsce oczywiście. Wrogowie są jasno zdefiniowani – to: Francja, Niemcy, Bruksela, totalna opozycja i ostatnio Leszek Balcerowicz.  O takim obrazie państwa informuje codziennie główny program informacyjny w publicznej TVP – „Wiadomości”. Aby nikt nie miał wątpliwości, swój przekaz prezentuje na słynnych już paskach informacyjnych. Przeanalizowałam je dokładnie – w sumie 200 pasków. Wyniki budzą przerażenie.

„Wiadomości” ogląda średnio ok. 2-2,5 mln osób, w zależności od miesiąca. Prezentowana w nich wizja świata trafia więc do olbrzymiej liczby Polaków i oddziałuje na ich sposób myślenia o państwie, w którym żyją. Widzowie chcą czy nie, w jakimś stopniu przyswajają sobie tę wizję –  dlatego postanowiłam przeanalizować paski, pojawiające się na ekranie podczas prezentowania każdego kolejnego tematu.  Analizowałam ok. 200 pasków z sierpnia i września 2017 roku, wszystkie pochodzące z oficjalnych materiałów zamieszczonych na stronie internetowej programu.

To, co  rzuca się w oczy natychmiast  – paski „Wiadomości” nie informują, lecz oceniają daną sytuację. Wcześniej cechą dziennikarstwa było prezentowanie faktów, na ocenę mogli sobie pozwolić jedynie komentatorzy i publicyści. Dziś „Wiadomości” prezentują odmienną koncepcję dziennikarstwa – dziennikarz ocenia, widzom prezentuje interpretację wydarzeń, a tematy etykietowane są od razu jako pozytywne lub negatywne.

Czym karmią Polaków „Wiadomości”?

1. Mamy wojnę!

Gdyby ktoś chciał czerpać wiedzę o Polsce tylko z „Wiadomości”, przede wszystkim stwierdziłby, że Polska jest państwem w stanie wojny. Retoryka wojenna jest na paskach używana wręcz standardowo. Oto fragmenty: „obrona przez atak”, „front obrony”, „Francja uderza”, „francuski atak”, „Polska będzie broniła”, „Schetyna atakuje”, „ekoterroryści zaatakowali”, „inwazja imigrantów”, „Polska zaatakowana”, „Niemcy mordowali”, „polsko-fiński sojusz obronny”, „rakietowa salwa”, „zagrożenie ze Wschodu”, „mafia paliwowa”.

paskiw10

Szczytowym osiągnięciem w tej retoryce jest mój ulubiony pasek (z 23 września): „Oś zła zagraża światu!”.  Materiał oznaczony w ten sposób dotyczył podejrzanej eksplozji w Korei Północnej. Już pierwsza wypowiedź w nagraniu wskazywała co prawda, że „był to naturalny wstrząs, choć nie można wykluczyć sztucznego działania”- ale i tak osią zła warto było postraszyć.

Na szczęście jednak , jak można przeczytać na pasku w innym wydaniu programu, „dzięki sojusznikom Polska jest bezpieczna”, „rząd skutecznie walczy” oraz „konsekwentnie reformuje armię”, a na dodatek „Polacy pilnują unijnych granic”.  Więc (chyba) nie zginiemy. Mimo wojny.

Do czego służy retoryka wojenna? To klasyczne zarządzanie strachem.  Wspominałam już o takiej metodzie wpływania na ludzi, kiedy analizowałam przekaz z Facebooka posłów Kukiz`15 i (w mniejszym stopniu) PiS (przeczytasz tutaj: https://mierzynskamarketing.wordpress.com/2017/08/28/najbardziej-agresywnego-jezyka-w-polityce-uzywa-kukiz-15/) Oni także używają retoryki wojennej – w ściśle określonym celu. Ten cel to jednoczenie Polaków w jednej grupie społecznej. Im bardziej ludźmi rządzi strach, tym bardziej potrzebują wsparcia u innych znajdujących się w tej samej sytuacji oraz lidera, który będzie wskazywał drogę i wiedział, co robić.

Strach mogą wywoływać różne przeżycia. Wojna jest oczywiście sytuacją najsilniej naruszającą poczucie bezpieczeństwa; sytuacją, w której człowiek natychmiast szuka schronienia, grupy, przywódcy i podobnych do siebie ludzi – bo wśród nich czuje się bezpiecznie. PiS w ten sposób budował grupę społeczną wokół swojej partii na długo przed wyborami w 2015 r. – wtedy również w ich przekazach trwała permanentna wojna, tyle że wewnętrzna. Wrogami byli: rząd, prezydent oraz PO i PSL.

Jasno określony wróg, poczucie zagrożenia, czas wojny – wszystko to jednoczy grupę społeczną, określa jej tożsamość. Dziś, gdy PiS samodzielnie rządzi w Polsce, okazuje się, że utrzymywanie swoich wyborców (i w ogóle Polaków) w przekonaniu, że wojna trwa dalej, jest opłacalne – tak silnie pomaga sterować społecznymi emocjami.  Trzeba było co prawda przedefiniować, z kim tę wojnę Polska prowadzi i o co toczy się bój – ale poradzono sobie z tym, rozszerzając przestrzeń wojny i definiując nowych wrogów.  Teraz już nie tylko wewnętrznych, ale i zewnętrznych.

2.Wrogowie

Są jasno wskazani. Podobnie jak sojusznicy. I tu możecie się zdziwić – do największych wrogów Polski wcale nie należy Rosja – ani nawet imigranci muzułmańscy. Dziś wrogami Polski, atakującymi ją regularnie i wywołującymi wojnę,  są: Francja, Niemcy, Bruksela i totalna opozycja. Rosja przez dwa miesiące na paskach „Wiadomości”  pojawiła się zaledwie dwa razy, raz – Wschód. Imigranci – równie rzadko.

Czego możemy się dowiedzieć z „Wiadomości” o Francji? Otóż współczesna Francja „uderza w fundamenty Unii”, „razem z Niemcami dzieli Unię”, „atakuje polską niezależność”, zaś jej prezydent wykazuje się taką „obłuda i arogancją”, że dochodzi nawet do „buntu Francuzów przeciwko polityce Macrona” oraz trzeba się organizować „razem przeciw pomysłom Macrona”.

paskiw16

Niemcy natomiast „muszą zapłacić za swoje zbrodnie”, ale nie chcą tego zrobić. „Finansują antyrządowe protesty”, są  „przerażeni widmem wypłaty reparacji”, „nie chcą silnej Polski”, „chcą zburzyć polski kościół”,  „wzywają na pomoc Brukselę”, „mordowali i rabowali”, a na dodatek  jest „zagrożona demokracja w Niemczech”.

Co ciekawe, wg pasków „Wiadomości” Niemcy wydają się słabsze niż Francja. Bo to Niemcy są przerażeni i szukają pomocy, zaś Francja  atakuje i uderza. Zastanawia mnie, czy ten układ ma związek z tzw. trwającym w Polsce poszukiwaniem polskiego Macrona, czyli odniesieniem do specyficznego mechanizmu zwycięstwa prezydenta Francji? I związanymi z tym obawami obozu rządzącego?

Wróćmy do wrogów. Jeśli Francja jest wrogiem najbardziej agresywnym, Bruksela to klasyczny przykład wroga najbardziej emocjonalnego.  Bruksela bowiem „szantażuje”, „chce zabrać przywileje”, wprowadza  „dyktat” i „szuka haków na Polskę”.  Do tego wykazuje się „obłudą i hipokryzją”  (prawie tak samo jak Macron). Jedyna satysfakcja, że raz „Bruksela przyznała się do błędu” (w kwestii relokacji uchodźców). Najczęściej występujące słowo w zestawieniu z Brukselą to „dyktat” – rozumiem, że chodzi o wywołanie wrażenia, iż Bruksela = dyktatura.

Są jeszcze wrogowie wewnętrzni, czyli totalna opozycja. Partie opozycyjne prawie nigdy nie są inaczej nazywane, jak tylko przez ten związek frazeologiczny. Nie ma PO, PSL czy Nowoczesnej – jest wyłącznie totalna opozycja – która ponosi „sejmową klęskę”,  „wraca na ulicę”, „odbiera Polakom prawo do informacji”, a za jej rządów dokonał się „wielki rabunek”. Czasem robi coś sama Platforma – wtedy, kiedy „sabotuje program 500 plus” i gdy za jej rządów „ukradziono 250 miliardów złotych”. Zaś „lider totalnej opozycji” jest oczywiście „z Brukseli” (może stąd ta brukselska dyktatura?).  Zdarzają się również „zwody totalnej opozycji”…

Rosja traktowana jest wyjątkowo delikatnie. Czasem tylko „piętrzy przeszkody”, a innym razem „silna Polska przeszkadza nie tylko Rosji”. I koniec.

Od czasu do czasu pojawiają się inne szkodniki, o czym „Wiadomości” od razu informują” „szkodliwe pomysły Leszka Balcerowicza”, „Gronkiewicz-Waltz nie może lekceważyć prawa”, „sędziowie sprzyjali handlarzom roszczeń”,  „bandyci pochodzący z Afryki zgwałcili Polskę”, a „herszt zwyrodnialców z Rimini to uchodźca”.

Jak tak negatywne treści opowiadające o innych państwach – Francji i Niemczech, oraz o Unii Europejskiej – wpływają na relacje między Polską a tymi krajami – możemy jedynie przypuszczać. Ale wpływają, to pewne. Biały wywiad w każdym państwie analizuje regularnie właśnie tego typu programy czy publikacje.

Przy okazji dodam, że jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to z „Wiadomości” można się jeszcze dowiedzieć – poza wskazanymi wyżej państwami – wyłącznie o Kurdach walczących o niezależność  (aż 4 razy),  trzęsieniu ziemi w Meksyku oraz o Korei Płn. i Iranie jako potencjalnej osi zła zagrażającej światu. Koniec. O innych państwach nie mam mowy. Zastanawiający zestaw, hm.

 

3. Jest też ratunek, uff!

Czyli są wrogowie i jest wojna.  Zagrożenie, niebezpieczeństwo – i strach. Co ma z tym zrobić zwykły Polak? „Wiadomości” przychodzą z pomocą! Bo na szczęście mamy sojuszników – oraz wspaniały rząd! Sojusznicy są wymieniani, choć niezbyt silnie eksponowani (pojedyncze paski przez wskazany okres) – to Węgry i USA. Za to nasz rząd, jego ministrowie, oraz oczywiście PiS –  o nich oraz efektach ich pracy można się codziennie o 19.30 dowiedzieć naprawdę dużo,  wyłącznie w pozytywnym kontekście. Przykłady są naprawdę fascynujące: „Polska to wyspa wolności i tolerancji”, „rząd konsekwentnie spełnia obietnice wyborcze”, „polski kapitał rośnie w siłę”, „Prawo i Sprawiedliwość dotrzymało słowa”, „Polska przykładem europejskiego sukcesu”, „reforma edukacji przebiega zgodnie z planem”, „pierwszy budżet tak korzystny dla Polaków”, „MSWiA daje podwyżki funkcjonariuszom”, „Polacy będą mieć więcej czasu dla rodziny” (o zakazie handlu w niedzielę), „inwestorzy cenią politykę polskiego rządu”,  „udana reforma edukacji”, „Polacy stawiają na rząd Beaty Szydło” czy „rząd skróci kolejki do lekarzy”.

paskiw25

Bywają zresztą również cudowne zdarzenia – zwłaszcza na Jasnej Górze. 😉

paskiw18

Pełny przekaz jest więc niezmiernie prosty: choć wkoło nas wichry i burze, choć wojna dociera już do naszych drzwi, my w Polsce możemy czuć się bezpiecznie, bo mamy rząd, który nad wszystkim czuwa!

I to jest przekaz serwowany widzom „Wiadomości” na poważnie, bez śladu ironii, za to z głębokim zaangażowaniem. 

Jego celem jest z jednej strony utrzymanie w gotowości i zwarciu elektoratu obozu rządzącego, z drugiej strony – wyraźne postawienie granic między tymi, którzy są za PiS-em, a tymi, którzy są przeciw – co de facto sprowadza się do budowania lub pogłębiania podziałów w polskim społeczeństwie. I jest w dłuższej perspektywie niezmiernie groźne.  To właśnie głębokie podziały społeczne doprowadziły w wielu państwach d wojny domowej. 

Ale jest jeszcze jeden cel takiego przekazu – to formowanie „nowego człowieka”. Człowieka o określonej wizji świata – zgodnej z linia obozu rządzącego.  Dlaczego tak uważam? Porównajcie z wymienionymi wyżej te „paski’:

„Radni! Wyborcy Wam zaufali. Pamiętajcie o ich postulatach!”

„Pokój w Europie – to nasze bezpieczne granice”

„Kto przeciw państwu i demokracji – ten z Niemcami!”

„Patriotyzm najpierw wyraża się w czynach.”

 

To hasła z czasów Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.  Z głębokiej komuny. Komuniści chcieli stworzyć nowego człowieka. Miał wówczas wyrosnąć homo sovieticus.

Cóż, komunistom się nie udało.

 

Ps. Część screenów pochodzi z fanpage`a „Tymczasem w Wiadomościach” działającego na Facebooku – warto obserwować!

Wszystkie cytowane paski można zobaczyć na oficjalnej stronie „Wiadomości”, w nagraniach video pełnych programów.

Social media to nie matematyka!

Dziś o tym, co mnie wkurza w socialmediowej praktyce, a co regularnie obserwuję. Social media to nie matematyka! SM to ludzie!

Dlatego jasno, prosto i wyraziście chcę przypomnieć o tym, co w mediach społecznościowych najistotniejsze – oraz jak to budować. Zapewniam, to będzie użyteczny tekst (jak się wkurzam, to jestem baaardzo merytoryczna. 😉 )

Choć na pierwszy rzut oka media społecznościowe mogą robić wrażenie matematycznych – wszak poziom reakcji i zaangażowania mierzymy w nich za pomocą liczb, mamy więc zasięgi, liczbę lajków, komentarzy i udostępnień, statystyki na temat naszych odbiorców, najlepsze dni i godziny wrzucania postów, i wreszcie słynny algorytm Facebooka, uwzględniający 10 tysięcy zmiennych…  Ale tylko na pierwszy rzut oka! Zapewniam Was – opierając się tylko na liczbach i dążąc jedynie do wysokich liczbowych odczytów nie zrobicie dobrych profili w mediach społecznościowych!  Bo w nich naprawdę liczy się zupełnie co innego. Dopiero umiejętność posługiwania się TYM budzi reakcje i zaangażowanie – i wtedy właśnie rosną nam wskaźniki.

Te tajemnicze składniki to:  EMOCJE i RELACJE.

Stąd dzisiejsze równanie:

Em + Re = Social media

Zapisałam tę zasadę matematycznie z nadzieją, że trafi ono do tych, którzy poza matematyką w social media świata nie widzą (są tacy, uwierzcie).  😉

Media społecznościowe z założenia służą do budowania relacji, nie do sprzedaży i robienia biznesu. Ta funkcja jest w nich kluczowa do dziś, dlatego dobrze się w nich mają te dziedziny życia, które zależą od dobrych relacji z ludźmi. Działalność publiczna to najbardziej podstawowa dziedzina, ale social media pasują też do wielu przestrzeni biznesowych. Jeśli Twój biznes potrzebuje stałej sieci klientów z częstym dostępem do informacji, ciągłego napływu nowych klientów, marketingu szeptanego, influencerów (czyli ludzi, którzy mają wpływ na wybory zakupowe dokonywane przez innych) – to social media pomogą Ci w rozkręcaniu biznesu. Ale: jeśli sprzedajesz czołgi lub lokomotywy – nie potrzebujesz mediów społecznościowych (liczba potencjalnych klientów jest ograniczona, potrzebujesz raczej lobbingu niż social media). Podobnie, gdy sprzedajesz chleb w osiedlowej piekarni (i nie chcesz podbić całego miasta) – tu w pełni wystarczy Ci dobra działalność w realu.

Pierwsze pytanie brzmi więc: czy potrzebujesz social media w swojej działalności?

Jeśli tak, postaw na świadome budowanie relacji z ludźmi i tworzenie społeczności wokół swojej marki. Społeczność buduje się przez:

– reagowanie na potrzeby członków społeczności,

– obecność,

– dobry kontakt ,

– wspólne emocje.

Jeśli zabraknie któregokolwiek z tych elementów, żaden profil na FB, TT, LinkedIn, Instagramie, Snapie etc. – nic nie da.

Społeczność buduje się tak samo w realu, te zasady nie są więc niczym nowym. Na co dzień jednak niewielu z nas zajmuje się tworzeniem wspólnoty, zaś prowadzeniem fanpage`y w social media – o tak, tym zajmujemy się już praktycznie masowo.

Przeanalizuj swój fp i sprawdź, czy rzeczywiście:

  • Określiłeś krąg swoich odbiorców: czy wiesz, do kogo piszesz?
  • Znasz potrzeby swoich odbiorców, rozpoznałeś je wcześniej lub ostatnio: choćby przez szereg rozmów,  znajomość środowiska w realu, znajomość klientów danej branży, badania sondażowe etc., oraz reagujesz na potrzeby zgłaszane w komentarzach, postach, wiadomościach.
  • Jesteś obecny i jest z Tobą dobry kontakt, tzn. Twoi odbiorcy mogą na Ciebie liczyć. Nie chodzi o to, by siedzieć w sieci przez 24 godziny na dobę, ale by reagować na pytania i komentarze, wyjaśniać, dyskutować, wspierać, reagować, odpowiadać na wiadomości i maile. Tak jak w realu – nie zbudujesz żadnej społeczności, jeśli całe Twoje działanie będzie polegało na prezentowaniu siebie. Ludzie raczej nie szukają w social media ani w ogóle w Internecie miejsc, w których można przeczytać o tym, co potrafisz czy co się dzieje w Twoim życiu. Mają własne życie i własne problemy. Ludzie szukają tego, co jest im samym potrzebne albo co budzi w nich emocje. Daj im to. Bądź z nimi. I niech kontakt z Tobą nie będzie tylko kontaktem ze sprzedawcą prezentującym produkty –  jeśli już coś sprzedajesz, staraj się poznać swego klienta, zatroszcz się o niego, zindywidualizuj go – a wróci do Ciebie wielokrotnie i jeszcze poleci znajomym. To wymaga energii i czasu – jednak daje też ogromny i rozłożony w czasie zysk.
  • Dajesz możliwość wspólnego doświadczania emocji: wrzucasz poruszające posty, pokazujesz swoje emocje (coś Cię wkurzyło i dlatego się tym dzielisz, przeżywasz wielki sukces – i informujesz o tej radości), udostępniasz budzące emocje materiały video, zdjęcia, linkujesz emocjonalne teksty? Nie bez powodu we wszystkich mediach społecznościowych podstawowym narzędziem do kontaktu są emotikony – bo to właśnie ludzkie emocje nakręcają ruch w social media. Coś Cię porusza – podajesz dalej. Coś jest Ci zupełnie obojętne – to zostawiasz to bez jakiegokolwiek kliknięcia. Żyjemy w czasach zalewu informacji, musimy je hierarchizować – i zawsze za ważne uznajemy te, które nas poruszyły albo które uznaliśmy za pomocne. To dlatego np. na YouTube  największym zainteresowaniem cieszą się filmy rozrywkowe (emocje) oraz tutoriale (dzięki nim można się nauczyć tego, co jest nam potrzebne).

Najgorszą recenzją dla profilu każdej marki jest stwierdzenie, ze zamieszczane na nim posty są po prostu… nudne. Ok, dla Ciebie są ciekawe? Spróbuj postawić się na miejscu odbiorcy i sprawdź, jak to wygląda z jego punktu widzenia.

Wiadomo – nie każdy post będzie mega emocjonalny. Ale niech przynajmniej co trzeci jakoś porusza!

Jeśli nie stosujesz tych zasad – zmień to. Zacznij świadomie budować społeczność wokół swojej marki. A dopiero potem zajmij się matematyką – niech będzie dla Ciebie wskazówką, co się podoba Twoim odbiorcom, co zupełnie nie budzi zainteresowania, kiedy lepiej publikować.  Ale tylko wskazówką, a nie całym socialmediowym światem.

 

Ps. Dla zgłębiających temat jeszcze jeden tekst o tym, że matematyka potrafi wręcz pogrążyć w social media:  https://mierzynskamarketing.wordpress.com/2016/12/09/czy-lajkowac-samego-siebie-o-zasiegach-postow-na-fb/

 

Jak zrobić dobrą konferencję prasową – PR w pigułce cz. 2

Wielu osobom wydaje się to takie proste – wystarczy zawiadomić dziennikarzy i już, mamy konferencję.  Ech, żeby to naprawdę było takie oczywiste, nikt by nie potrzebował PR-owców. 😉  Dlatego prześledzimy dziś po kolei wszystkie kroki niezbędne do tego, by konferencja prasowa była efektywna dla obu stron. Zapraszam!

Oczywiście, znowu kluczowy jest temat – o tym, jakie tematy interesują media, pisałam już tutaj: https://mierzynskamarketing.wordpress.com/2017/02/12/jak-zainteresowac-media-czyli-podstawy-pr-u-w-pigulce/

1. Jeśli temat jest już określony, zastanów się, kto ma wystąpić na konferencji: Ty czy ktoś inny? Poza wyjątkowymi sytuacjami nie polecam konferencji, podczas której przed dziennikarzami stoi tylko jedna osoba – wygląda to nie najlepiej. Samotność lidera jest co prawda znana w psychologii, ale to nie powód, by ją podkreślać podczas spotkania z mediami. 😉 2-3 osoby to dobry układ. Jeśli trzeba, jeśli ma to sens – może być ich więcej. Nie wszyscy muszą zabierać głos – czasem chodzi o naoczne pokazanie, że daną sprawa zajmuje się spora grupa ludzi. Np. akcję zbiórki podpisów powinna firmować grupa, a nie jeden człowiek – ktoś przecież te podpisy będzie musiał zbierać. 😉

2. Przygotuj, co będziecie mówić. Ale nie ucz się tego na pamięć!!! Podczas konferencji mów od siebie, autentycznie, prawdziwie – to naprawdę widać, czy ktoś mówi szczerze, czy powtarza z pamięci wyuczony tekst (który na dodatek z powodu stresu łatwo zapomnieć). Przygotuj sobie w punktach, co jest najważniejsze i o czym musisz powiedzieć. Wypisz na kartce – dużymi literami – kluczowe nazwiska, miejsca, terminy. Zdarza się, że podczas konferencji ludzie zapominają nazwisko swego najbliższego współpracownika, dlatego nawet to warto sobie zapisać. Z kartką możesz wyjść na konferencję, możesz sobie nią pomagać – jest tylko dla Ciebie i tylko Ty powinieneś móc odczytać swoje notatki, nie pokazuj jej mediom. 😉

Podzielcie się rolami z innymi uczestnikami konferencji – ustalcie mniej więcej, o czym kto będzie mówił. Na konferencji jednak, jeśli ktoś zapomni o ważnej informacji, dopowiedzcie ją niezależnie od wcześniejszych ustaleń.

3. Znajdź miejsce na konferencję. Podejdź do tego poważnie zwłaszcza, gdy liczysz na telewizje i fotoreporterów. Konferencja nie musi odbywać się w sali ze stołem, krzesłami i ścianką reklamową w tle. Czasem warto wyjść na podwórko, znaleźć fajne miejsce w przestrzeni publicznej (to dobra opcja, gdy zapowiadasz zbiórkę podpisów w terenie). Czasem – zaprosić media do miejsca kojarzącego się z tematem konferencji. Można stać przed konkretnym budynkiem, można znaleźć miejsce w środku, można spotkać się w parku, na parkingu – tam, gdzie to ma sens z perspektywy informacji przekazywanej podczas spotkania.  Przekaz powinien być spójny, a obrazek (miejsce spotkania będzie tworzyło ten obrazek) powinien być dopełnieniem tego, co mówisz. Jednocześnie do miejsca Twojej konferencji musi być łatwo dotrzeć – nie rób jej tam, gdzie nie kursuje komunikacja miejska lub trzeba jechać pół godziny autobusem.

Opcja: sala konferencyjna to opcja najnudniejsza, choć czasem jedyna możliwa. Wtedy zatroszcz się, by coś na tej sali kojarzyło się z tym, o czym mówisz. Ścianka reklamowa w tle to minimum. Czasem warto pokazać jakiś plakat, ułożyć na stole ulotki albo karty do zbierania podpisów. Czasem warto przygotować jeszcze jakieś elementy scenografii – muszą dobrze wyglądać i nie przytłaczać mówców. Postaraj się po prostu, by było ciekawie. Z drugiej strony – nie przesadzaj ze scenografią, żeby nie przyćmiła tego, co zamierzacie powiedzieć. Zespoły taneczne czy wokalne prezentujące swój program to nie jest najlepszy pomysł na briefing prasowy. 😉

Pamiętaj: źle wyglądają w telewizji i na zdjęciach stoły zastawione jedzeniem i napojami (nawet jeśli w ten sposób gościsz dziennikarzy) – chyba że opowiadasz o kulinariach, wtedy jak najbardziej. J Poza tym wyjątkiem nie stawiaj na stołach jedzenia, a butelki z wodą (jeśli są potrzebne) przesuń na bok, żeby nie zasłaniały głównych mówców.

4. Dokładnie obejrzyj też tło, na jakim będą stali uczestnicy konferencji. Ono będzie stale widoczne, we wszystkich nagraniach. Powinno być ładne, sensowne (powiązane z tematem konferencji) – albo po prostu neutralne. W tle jest ściana? Ok, ale jak ona wygląda? Spróbuj popatrzeć na tło jak operator kamery lub fotograf – sprawdź, czy za głową mówcy nie widać jakichś niekorzystnych elementów (rura, jakieś elementy infrastruktury technicznej, kiepsko wypadają też… rogi, nawet na wiszącym w tle obrazie. 😉 ). To wszystko będzie potem na zdjęciach, a nie ma nic gorszego niż rura „wystająca z głowy” głównego bohatera spotkania…

Jeśli organizujesz briefing prasowy na stojąco, przyda się prosta mównica – dziennikarze mogą postawić na niej mikrofony i dyktafony. Jeśli jej nie masz, poradzą sobie bez tego, ale będą potrzebowali sporo miejsca wokół uczestników briefingu – będą stali tuż przy nich, trzymając mikrofony w rękach.

5. Określ czas konferencji. Najlepsze terminy na takie spotkania wszędzie poza Warszawą to dni robocze i godziny pracy, ale nieco skrócone – rekomenduję godziny między 10-tą a 15-tą. Pamiętaj, że praca dziennikarza na Twoim spotkaniu dopiero się zaczyna, potem musi przygotować z niej materiał, czasem jeszcze z kimś porozmawiać, coś nagrać. Oczywiście, jeśli termin konferencji jest z góry znany ze względu np. na przyjazd ważnego gościa, czy początek wydarzenia, o którym mówisz – robisz konferencję właśnie wtedy. Ale jeśli możesz, dopasuj się do wskazanych wyżej wytycznych. Dziennikarz też człowiek i chce mieć trochę wolnego. Najgorsze pory na spotkania z mediami to weekendowe wieczory – nie polecam.

W Warszawie sytuacja wygląda trochę inaczej, tam zdarzają się konferencje i o godz. 5 rano, i o godz. 23 wieczorem w sobotę – jeśli dotyczą spraw pilnych, strategicznych, kluczowych, które nie mogą zaczekać albo co do których same media domagają się natychmiastowych informacji.  W przypadku wszystkich pozostałych kwestii nadal najlepszym rozwiązaniem są dni robocze i godziny pracy.

6. Zaproś media. O researchu dziennikarzy pisałam już w tekście o tworzeniu komunikatu prasowego – wszystkie uwagi są aktualne także przy zapraszaniu mediów na konferencję: https://mierzynskamarketing.wordpress.com/2017/02/12/jak-zainteresowac-media-czyli-podstawy-pr-u-w-pigulce/

 Pisząc maila z zaproszeniem na konferencję zwróć uwagę na jego temat – napisz w nim jasno, o co chodzi. Nie sil się na górnolotne zwroty. Temat:  Rozpoczynamy zbiórkę podpisów pod protestem w sprawie ….….. – konferencja w środę – to dobre sformułowanie.  W treści maila napisz, o co chodzi, kiedy i gdzie odbędzie się konferencja (organizatorzy często zapominają o podaniu miejsca spotkania albo dokładnego adresu – nie zrób tego błędu), kto weźmie w niej udział i nieco dokładniej opisz jej temat. Nie zdradzaj jednak wszystkich szczegółów – jeśli zbyt dokładnie opiszesz akcję w zaproszeniu, może nie zostać już zbyt wiele do powiedzenia podczas konferencji. 😉

7. Przywitaj się z dziennikarzami na początku konferencji. Rozpocznij spotkanie punktualnie, nie przedłużaj niepotrzebnie swoich wypowiedzi. Dobra konferencja to max. 20 minut. Po Waszych wypowiedziach zawsze jest czas na pytania od mediów – spokojnie odpowiedzcie na wszystkie, jeśli trzeba, powtórzcie kluczowe informacji kilkakrotnie. Kiedy sprawa jest skomplikowana, dobrze jest przygotować dziennikarzom krótkie zestawienie najważniejszych danych na piśmie i wręczyć je im podczas spotkania.

Jeśli na spotkanie przyjdzie tylko jeden dziennikarz – rozmawiaj z nim tak samo, jakby przyszły ich dziesiątki, i tym bardziej podziękuj mu za zainteresowanie. A po konferencji roześlij mailem pozostałym redakcjom komunikat prasowy – może zechcą z niego skorzystać.

8. Pamiętaj, dziennikarze mogą zrealizować materiał o Twojej sprawie, ale nie muszą. To oni i ich wydawcy decydują, co pojawi się w programie, gazecie czy na portalu. Bądź wdzięczny za materiał o Twojej aktywności, ale nie obrażaj się, jeśli go nie będzie. Nawet najwięksi medialni gracze nie zawsze mogą liczyć na to, że ich temat się przebije.

 

Konferencja prasowa to spotkanie z mediami, podczas którego rozmawiasz z dziennikarzami o tym, co w danym momencie jest dla Ciebie ważne. Dlatego zachowaj spokój i bądź sobą. Media wybaczą Ci przejęzyczenia czy drobne potknięcia – bo nie w tym rzecz. Bądź prawdziwy, autentyczny – i PRZYGOTOWANY.  Jeśli mówisz o serii spotkań – znaj ich terminy. Jeśli zapowiadasz zbiórkę podpisów – powiedz dokładnie, gdzie i kiedy będzie można się podpisać. Jeśli otwierasz nową siedzibę swojej organizacji – poinformuj konkretnie, kiedy będzie otwarta i kto może z niej korzystać.  Szanuj swoich odbiorców – dziennikarze są ich przedstawicielami w kontakcie z Tobą. Uda Ci się! 🙂

 

Jak zainteresować media, czyli podstawy PR-u w pigułce

Social media to, jak wiadomo, nie wszystko. Dość często chcesz ze swoją działalnością dotrzeć do mediów tradycyjnych – a nie każdy z nas ma do dyspozycji osobę wyspecjalizowaną w kontaktach z mediami. Dlatego dziś kilka podstawowych wskazówek, jak zainteresować dziennikarzy ważną dla Ciebie sprawą.

Oczywiście, dziennikarze często sami czerpią tematy z social media, wychwytują najbardziej poczytne czy kontrowersyjne wpisy i przygotowują o nich materiały.  Na wybór tematu przez nich nie masz jednak większego wpływu. Co zrobić, kiedy przygotowujesz event, debatę, dużą akcję albo chcesz upublicznić ważne informacje?  Jak przedstawić swoje działania, żeby wzbudziły zainteresowanie mediów?

Kluczowy jest TEMAT – to on musi budzić zaciekawienie. Tematem dla dziennikarzy nie będzie nowy produkt Twojej firmy ani nawet otwarcie jej nowej siedziby (chyba że otwierasz fabrykę z miejscami pracy dla 200 osób. 😉 ) Dziennikarze przede wszystkim oceniają tematy na podstawie ich przydatności dla innych ludzi, znaczenia społecznego, wpływu na otoczenie etc. Ważnymi tematami są więc zazwyczaj te informacje, które dotyczą jak największej liczby mieszkańców miasta czy regionu, mówią o działaniach w przestrzeni publicznej; kiedy wydarzenie jest otwarte dla wszystkich zainteresowanych etc.  Jeśli więc organizujesz happening na rynku swojego miasta – możesz tym zainteresować media. Jeśli zaczynasz akcję zbiórki podpisów w jakiejś ważnej społecznie sprawie (także lokalnie) – o tym też zapewne zechcą napisać dziennikarze.

Umówmy się, że potrzebne działania medialne opiszę na tym ostatnim przykładzie: organizujesz akcję zbiórki podpisów wśród mieszkańców. I musisz zdecydować, w jaki sposób przekażesz informację o tym dziennikarzom.

ZAPROSZENIE – najprostsze jest zaproszenie mediów na konkretne wydarzenie. Oczywiście pamiętasz już, że musi to być wydarzenie istotne społecznie (w tym także gospodarczo) – inaczej nie ma sensu dziennikarzy w ogóle zapraszać. W naszym przypadku możesz  ich zaprosić na rozpoczęcie zbiórki podpisów.

Zaproszenie do mediów wyślij mailem na zaledwie 2-3 dni przed eventem (chyba że to bardzo duża impreza, albo potrzebna jest akredytacja – czyli media muszą potwierdzić swój udział z wyprzedzeniem). Wysyłanie informacji dużo wcześniej to najłatwiejszy sposób na pominięcie Twojego eventu. W zaproszeniu napisz jasno, na co zapraszasz, gdzie i kiedy. Wskaż wyraźnie, kto zaprasza! Jeśli nazwa wydarzenia jest niejasna – wyjaśnij w jednym – dwóch zdaniach, co to za event i dlaczego warto na niego przyjść.  Jak zdecydować, do jakich dziennikarzy wysłać zaproszenie – o tym piszę w dalszej części tekstu.

W dniu eventu przygotuj się do odpowiedzi na pytania mediów (może warto wskazać osobę, która będzie udzielała im informacji?), zarezerwuj miejsce dla dziennikarzy, a w zależności od wydarzenia, jeśli istnieje taka potrzeba, zadbaj o możliwość nagrania najważniejszych wypowiedzi czy fragmentów eventu przez radiowców i dziennikarzy telewizyjnych.

Nie organizujesz eventu, tylko chcesz przekazać mediom informację? Najczęściej masz do wyboru dwie opcje: albo wysyłasz mediom komunikat (czyli informację zawierającą wszelkie potrzebne dane), albo organizujesz konferencję prasową (lub briefing prasowy, który jest bardzo podobny do konferencji, tylko ma bardziej dynamiczną i mniej oficjalną formułę). Co wybrać? To bardzo indywidualna decyzja. Na pewno zależy od tego, czy jesteś już znany mediom, czy dopiero zaczynasz – w  tym drugim przypadku lepiej zrobić konferencję. Bezpośrednie spotkanie z dziennikarzami daje okazję do poznania się, szybkiego wyjaśnienia wątpliwości, zrobienia zdjęć Tobie i innym uczestnikom konferencji. Jeśli jesteś znany, reprezentujesz uznaną instytucję, a temat nie jest ani trudny, ani wyjątkowo ważny, możesz rozesłać komunikat.

Ale uwaga – robisz albo jedno, albo drugie. Wysyłanie najpierw komunikatu (ze wszystkimi danymi) i robienie konferencji prasowej na ten sam temat po kilku dniach, jeśli nie pojawiły się nowe informacje – jest przeciwskuteczne. Dziennikarze, którzy skorzystali już z Twojego komunikatu i zamieścili informację, tylko się zirytują, gdy przyjdą na konferencję i wysłuchają tego samego. A nie warto mieć wokół siebie rozeźlonych dziennikarzy. 😉

Ci, którzy zawsze organizują konferencje, najczęściej robią to ze względu na telewizje  – jeśli ekipa telewizyjna pojawi się na spotkaniu,  zazwyczaj coś z ich nagrania ma szansę trafić do programu informacyjnego. W przypadku komunikatu prasowego szanse na zainteresowanie TV są dużo mniejsze – bo dla telewizji liczy się „obrazek”, czyli nagrany materiał. Jeśli więc zależy Ci na telewizyjnym przekazie, od razu zdecyduj się na bezpośrednie spotkanie z dziennikarzami i zrezygnuj z komunikatu.

W naszej sytuacji ze zbieraniem podpisów – to ważny społecznie temat, bo świadczy o proteście ludzi wobec jakiejś decyzji albo o społecznej inicjatywie. Z tej okazji warto zrobić konferencję prasową, a nie poprzestać na komunikacie.

JAK PRZYGOTOWAĆ SKUTECZNY KOMUNIKAT MEDIALNY

  1. W komunikacie musisz przede wszystkim napisać: co się będzie działo, kiedy, w jakim miejscu i kto to organizuje. Od razu, w pierwszym zdaniu. W komunikacie medialnym nie potrzebne są wstępy czy ogólne prezentacje – przejdź do rzeczy.
  2. Potem napisz nieco szerzej o rodzaju aktywności. Jeśli organizujesz zbiórkę podpisów – napisz, z jakiego powodu to robisz, czego dotyczy zbiórka, skąd pomysł na jej organizację, do kogo się zwrócisz o podpisanie Twojej petycji (apelu, projektu etc.), ile czasu będzie trwała akcja, ile podpisów musisz albo chcesz zebrać, komu je przekażesz i do kiedy będziesz je zbierał. Na podstawie takich informacji dziennikarz będzie w stanie stwierdzić, że Twoja akcja jest ważna i konkretna – a w konsekwencji, że warto się nią zająć.
  3. Możesz zamieścić też wypowiedź swoją lub innego uczestnika akcji (podając imię i nazwisko oraz funkcję, jaką pełni w opisywanej akcji) – ale nie pisz w niej, że bardzo się cieszycie, smucicie, albo pozdrawiacie swoją rodzinę. Napisz kluczowe przesłanie Twego działania – to, co ma być zapamiętane; to, o czym wszyscy mają myśleć, gdy będą słyszeli o Twojej akcji. 2-3 zdania to optymalna długość wypowiedzi.
  4. Na koniec – podpisz się, podaj kontakt do siebie albo do osoby odpowiedzialnej za kontakt z mediami podczas akcji. Nie zapomnij o tym! Niektórzy dziennikarze będą chcieli dopytać o szczegóły – i musisz im dać taką możliwość. Poza tym podpis pod komunikatem buduje jego wiarygodność, zamienia anonim w prawdziwą informację.
  5. Roześlij ten komunikat do mediów, które działają na terenie Twojej akcji. Im bardziej lokalna akcja, tym bardziej nastaw się na media lokalne. Jeśli robisz mega akcję ogólnopolską – uderzaj do mediów krajowych, tylko pamiętaj, że tam trudniej jest się przebić z informacją.
  6. Najpierw jednak koniecznie zrób reaserch. Sprawdź na stronach redakcji, do kogo najlepiej wysłać maila, kto zajmuje się taką tematyką. Jeśli możesz, dopytaj znajomych mających kontakty z mediami. Dobrze określeni odbiorcy Twojej informacji – to podstawa skuteczności komunikatu. Jeśli maila o zbiórce podpisów wyślesz do dziennikarza specjalizującego się w tematyce sportowej, Twoja wiadomość zniknie w czarnej dziurze… Sprawdź, który dziennikarz wcześniej zajmował się podobnymi sprawami i maila wyślij właśnie do niego. Nie żałuj czasu ani energii na research – on naprawdę decyduje o efektach Twoich medialnych działań.
  7. Po wysłaniu maili bądź gotów na telefony od dziennikarzy, którzy będą dopytywać o szczegóły sprawy. Jeśli nie masz żadnego odzewu, spróbuj zadzwonić do dziennikarza i zapytać, czy mail do niego dotarł. Ale nie dopytuj, czy na pewno napisze o Twojej sprawie, nie przymuszaj do zajęcia się tematem, nie dzwoń z kilkakrotnym przypomnieniem – nikt nie lubi być zmuszany do czegokolwiek. Dziennikarze sami decydują, czy zajmują się tematem czy nie. Nie masz wpływu na ich decyzję. Jeśli chcesz mieć taki wpływ, wykup sobie reklamę. 😉

 

Kontakty z mediami wymagają praktyki, zrozumienia potrzeb dziennikarzy i znajomości sposobu ich pracy. Dlatego warto ćwiczyć i praktykować. Komunikat medialny to pierwszy stopień budowania relacji. Drugi, nieco wyższy – to konferencja prasowa. Jak ją przygotować? O tym w moim następnym tekście na blogu. 🙂

Kryzys wizerunkowy – jak reagować?

Kryzysy wizerunkowe zdarzają się zawsze w najgorszym możliwym momencie – gdy nie mamy dostępu do komputera, jest długi weekend, mamy problemy prywatne albo właśnie postanowiliśmy odpocząć i wyjechaliśmy do jakiegoś odległego kraju. Niezależnie od niesprzyjających okoliczności trzeba na kryzys reagować jak najszybciej – co wcale nie znaczy, że emocjonalnie. Wręcz przeciwnie.

Podstawowe zasady reagowania w kryzysowych sytuacjach są proste:

  1. Reaguj jak najszybciej.
  2. Wyjaśniaj jak najszerzej.
  3. Mów prawdę.
  4. Bądź do dyspozycji wszystkich zainteresowanych.
  5. Powtarzaj swoje wyjaśnienie, stanowisko etc. Tak często, jak będzie trzeba.
  6. Skoryguj błąd, który wywołał kryzys. Jeśli trzeba – przeproś. Jeśli to niezbędne – wyciągnij konsekwencje służbowe wobec pracownika – lub wobec samego siebie.
  7. Zrealizuj to, co obiecałeś zrobić w pierwszym oświadczeniu po zaistnieniu kryzysu. To nieprawda, że ludzie zapomną po dwóch dniach. Media na pewno dopytają Cię o złożoną obietnicę. Teraz także użytkownicy social media – oni mogą pamiętać dużo dłużej niż dziennikarze.

 

Najgorszym błędem jest chowanie się, uciekanie przed mediami, opowiadanie niespójnych wersji wydarzenia. Błędy zdarzają się wszystkim, wpadki również – ale by je naprawić, musisz zachować się wiarygodnie. Jeśli zachowasz się w sposób budzący wątpliwości, jeśli w reakcji na kryzys Ty lub Twój przedstawiciel będziecie zmieniać wersje; decydować – i uchylać decyzje; nie odbierać telefonów; nie reagować na pytania – przegrasz. A straty wizerunkowe, jakie możesz wtedy odnieść, będziesz odbudowywał przez lata.

Case rzeczniczki Mazurek. Ku przestrodze.

Ech… Bycie rzecznikiem prasowym nie jest łatwe, trzeba rozumieć media, dziś – zwłaszcza te społecznościowe, mieć świadomość ich specyfiki, rozumieć internet i pamiętać, że każde napisane słowo zostanie z nami na wieki.  Case posłanki Beaty Mazurek, która reprezentuje w mediach Klub Parlamentarny PiS, pokazuje, jak wiele w tej dziedzinie mają do zrobienia polscy politycy.  Wpadka goni wpadkę, a dyskusje w mediach społecznościowych kończą się obrażaniem innych użytkowników. Z poziomu funkcji rzecznika prasowego – to niedopuszczalne. 

Rzecznik prasowy to wizytówka instytucji (firmy, organizacji). To on odpowiada za kontakty z mediami, powinien więc znać dziennikarzy i mieć z nimi przynajmniej niezłe relacje. To rzecznik musi umieć wypowiedzieć się zawsze, także w najtrudniejszych sytuacjach, również wtedy, gdy wpadkę szefa (szefowej) trzeba wziąć na siebie, przyznać się do błędu (jako do własnego), przeprosić i wyjaśnić. To rzecznik jest od tego, by mieć czas dla dziennikarzy, wyjaśniać, tłumaczyć, dostarczać informacji – oraz, co kluczowe w opisywanej sytuacji – umieć właściwie i szybko zareagować, gdy reakcje dziennikarzy idą nie w tym kierunku, na którym instytucji (firmie, organizacji) zależy.

Posłanka Beata Mazurek tym razem zareagowała, nawet dość szybko, na doniesienia publiczne o sytuacji podczas Krajowego Zjazdu Adwokatury. Na pewno wiecie – owację na stojąco dostał prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński. Podczas tej owacji obecny na sali prezydent RP Andrzej Duda siedział. Zdjęcia obiegły kraj, a posłanka Beata Mazurek skomentowała na Twitterze: „Prezydent Duda siedzi. Dlatego przejdzie do historii.”

Wpadka na całego! Potocznie kiedy mówimy, że ktoś siedzi, mamy na myśli więzienie. Wpis rzeczniczki, który w intencji miał bronić prezydenta, z powodu niefortunnego sformułowania uderzał w niego mocniej niż komentowana sytuacja.  Oczywiście wpadkę natychmiast wytknięto pani poseł, ale ona – niestety – brnęła dalej, jak można przeczytać na załączonym screenie.

To doskonały przykład, jak nie należy reagować. Nigdy! Rzeczniku, masz wpadkę? Przeproś, wyjaśnij, kajaj się tyle razy, ile trzeba. Czasem nawet lepiej wpis skasować (choć w archiwach internetowych i tak zostanie), by pokazać, że to był błąd. Po skasowaniu warto i tak napisać przeprosiny – wiele osób już wpis widziało, nie ma co udawać, że go nie było. Ale za żadne skarby świata nie brnij dalej! Nie krytykuj tych, którzy zwracają Ci uwagę. To fatalnie świadczy o Tobie, Twojej kulturze i umiejętnościach komunikacyjnych – a wszak jesteś rzecznikiem, wizytówką organizacji, fachowcem od komunikacji właśnie!

Na działaniach takich rzeczników drastycznie tracą ci, których reprezentują. Wizerunek leci w dół w tempie trudnym do opanowania – a odbudować go jest wyjątkowo trudno.