Opowieści ze Złotych Spinaczy

Królową polskiego (i nie tylko polskiego) marketingu staje się… opowieść.  Story. Najlepiej w wydaniu video.

Kampania ze znanym Youtuberem,  druga – ze znanymi włoskimi restauratorami; do tego filmy, które nie istnieją, oraz Kuchnia Spotkań – te projekty święciły triumfy podczas tegorocznej gali Złotych Spinaczy 2016.

Złote Spinacze, czyli prestiżowy polski konkurs branży PR i marketingu, organizowany przez Związek Firm Public Relations, został rozstrzygnięty 2 grudnia. Przyznane nagrody doskonale pokazują, co jest dziś trendy w branży social media i content marketingu.

Pełna lista laureatów: http://publicrelations.pl/zlote-spinacze-laureaci/

  1. Kuchnia Spotkań – IKEA i Garden of Words, Grupa Kalicińscy.com, MEC, K2 Internet, Blue Ivy

W kategorii content marketing Złoty Spinacz otrzymała IKEA i Garden of Words za akcję „Kuchnia Spotkań”. To jedyny projekt spośród tych, które Wam przedstawię, którego podstawą nie jest internet. To projekt budujący realną przestrzeń w realnym świecie. Ikea w centrum Warszawy stworzyła dwie obszerne kuchnie do wynajęcia – miejsca do wspólnych spotkań, właściwie – spore mieszkania z kilkoma pomieszczeniami, w  tym – dużą kuchnią i jadalnią z szerokim stołem.  Jak opisują to autorzy: „To miejsce dla wszystkich, którzy uwielbiają razem gotować i spędzać czas w kameralnej atmosferze. Każdy może zarezerwować jedną z dwóch Kuchni Spotkań IKEA (bezpłatnie!) i zaprosić na kulinarne spotkanie swoich najbliższych.”

Kiedyś nasi rodzice spotykali się z przyjaciółmi w swoich domach i mieszkaniach – na prywatkach, imieninach, urodzinach. Było ciasno, ale blisko. Raczej biednie, ale przyjaźnie. Potem przenieśliśmy się do restauracji – i nagle okazało się, że tam jest wytwornie, ale bezosobowo; smacznie – ale daleko. I że jednak wolimy miejsca kameralne, bliskie, nasze – bo tam łatwiej budować prawdziwe relacje. Z drugiej strony – mieszkania mamy albo za małe, albo nie chce nam się ich sprzątać po wielkiej imprezie. Kuchnie Spotkań odpowiadają na wszystkie te potrzeby. Dają namiastkę rodzinnej bliskości: w wielkim mieście – rzadkość. Pomieszczenia oczywiście wyposażone są w przedmioty i meble z Ikea. Całość działań wsparta jest ciekawą stroną internetową, planowanymi eventami – jak Andrzejki z DJ Wiką, oraz bezpośrednim dostępem do strony IKEA z aktualnym katalogiem, ofertą produktową etc.

http://www.ikea.com/ms/pl_PL/kuchniaspotkan/

  1. Sztuka Składania Historii – INTEL, Monday PR i Krzysztof Gonciarz

Srebrny Spinacz w tej samej kategorii – content marketingu – przyznano kampanii „Sztuka Składania Historii powered by Intel”. To kampania Intela i znanego Youtubera Krzysztofa Gonciarza. Cztery dokumentalne filmy (wcale nie takie krótkie) są opowieściami o świecie, które go nie znamy (Gonciarz mieszka w Japonii), a jednocześnie instruktażem robienia i montażu takich właśnie filmów. Gonciarz mówi prosto, opowiada świat i odkrywa tajniki swego zawodu. Sukces tej kampanii to sukces skutecznego łączenia współpracy znanego Youtubera („Zapytaj Beczkę”, „Wybuchające Beczki”, własny kanał podróżniczo-lifestyle`owy, w sumie ponad 800 tys. subskrybentów) z firmą, która rozumie social media i jego użytkowników.  Dla wszystkich odbiorców już od 1 sekundy filmu jest  jasne, że to kampania Intela, i że Gonciarz będzie pokazywał możliwości tego właśnie sprzętu – ale wszyscy się na to godzą, bo Gonciarz mówi prawdę, nie ukrywa  celu marketingowego kampanii – a jednocześnie wcale się na nim nie skupia. Jego filmy są opowieścią o czterech różnych częściach naszego świata, Intel zaś – tyko (aż) technologicznym wsparciem poznawania świata.

Sztuka Składania Historii to kampania czysto sieciowa, adresowana do użytkowników social media.

 

 

  1. Kuchnia Dantego – MALMA i MSLGROUP

Znacie Kuchnię Dantego? Dwóch Włochów, dwóch kucharzy. Jak piszą na swojej stronie „od 2009 r. goszczą w różnych lokalach i mieszkaniach stolicy, gdzie gotują dla dobranej publiczności – 30, góra 40 osób, a gotując recytują jedną z pieśni Boskiej Komedii: pierw po włosku, potem po polsku.”

To z nimi weszły we współpracę agencja MSL Group i Malma, wykorzystując ich już zbudowaną popularność – i  wiarygodność  – do własnej kampanii. Projekt „Kuchnia Dantego przedstawia: Malma ekspert włoskiej kuchni” to kolejny projekt video. Krótkie filmiki o daniach włoskiej kuchni, z zabawnymi dialogami Włochów na temat typowych, polskich błędów  „włoskokuchennych”  spodobały się Polakom – co widać po liczbie odsłon filmów na You Tube. Nie są to co prawda jakieś gigantyczne wyniki oglądalności, ale jak na typowo komercyjną akcję – robią wrażenie. Filmiki tak naprawdę wyróżniają się jednym – relacją między kucharzami. Włosi dyskutują ze sobą, ustalają, dopowiadają, podpowiadają sobie słowa – trochę przypomina to rodzinne gotowanie, o jakim wielu z nas marzy, a tylko część – doświadcza.

 

 

  1. Szlachetny Projekt Filmowy – Stowarzyszenie „Wiosna” i Biuro Podróży Reklamy

Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden nagrodzony projekt – tym razem w kategorii Kampania Społeczna. Srebrnego Spinacza (złotego nie przyznano) wręczono Stowarzyszeniu „Wiosna” i agencji Biuro Podróży Reklamy za „Szlachetny Projekt Filmowy”.  „Wiosna” to organizator akcji „Szlachetna Paczka”. Tej akcji dotyczy nagrodzona kampania społeczna.  „5 plakatów filmowych z 11 czołowymi polskimi aktorami pojawiło się w dniach 18-26.11.2015 roku w Multikinach oraz na billboardach w Krakowie i Warszawie. Kinomaniacy śledzili na YouTube wywiady z gwiazdami, a krytycy filmowi publikowali recenzje z prapremier. Filmy nie były jednak najnowszymi polskimi produkcjami. Nigdy nie powstały i nie weszły do kin. To prawdziwe historie podopiecznych Szlachetnej Paczki – kampania wymyślona i zrealizowana przez naszą agencję.”  – tak akcję opisuje Biuro Podróży Reklamy.  Fabuła każdego filmu opierała się na prawdziwej historii rodziny, której „Wiosna” pomaga. Wyblakłe marzenia” – opowieść o człowieku, który po 10 latach wybudza się ze śpiączki. „Mamy czas” – dramatyczna historia niepełnosprawnego, którym w pożarze giną rodzice. „Jutro było wczoraj” – historia mężczyzny, który spowodował wypadek, w którym zginęła jego rodzina. „Brzemię” to przejmujący dramat Jakuba  i jego rodziny, który w wyniku klęski żywiołowej traci całe gospodarstwo, które nie było ubezpieczone. „Rachunek życia” przedstawia starsze małżeństwo, które mimo wielu problemów i monotonii w życiu odnajdują w sobie miłość, którą się darzyli.

https://www.szlachetnapaczka.pl/paczka-news/module,article_new,action,get,id,21635,t,wyjawiamy-prawde-te-filmy-nigdy-nie-powstana.html

Zauważcie – znów, by przyciągnąć uwagę, odwołano się do filmu.  A każdy z tych filmów zapowiadał ciekawą opowieść, story – którą chcielibyśmy śledzić, by poznać jej zakończenie.

Jeśli do laureatów Złotych Spinaczy 2016 dodamy najnowszy spot Allegro.pl „Czego szukasz w święta? English for beginners”,

który oczywiście nie startował (jeszcze) w żadnym konkursie, ponieważ kampania właśnie trwa, ale który już jest opisywany jako jedna z najbardziej poruszających reklam tego roku, możemy jasno określić trendy:

PO PIERWSZE –  VIDEO – filmy święcą triumfy w branży marketingowej i – jak wynika z badania trendów – będą je święcić jeszcze bardziej.

PO DRUGIE –  VIDEO-STORY – czyli filmowe opowiadanie historii – to się dziś liczy najbardziej! Dlaczego? Bo coraz bardziej tęsknimy za dobrymi relacjami z ludźmi, za bliskością, miłością i rodziną. Oczywiście tą idealną, z marzeń, nie taką jak nasza (niezależnie od tego, jaka jest). A marketing to przecież odpowiedź na potrzeby odbiorców. Stąd wysoka ocena Kuchni Spotkań IKEA, stąd jej popularność, która w realu pokazuje, za czym tęsknimy.

Jaki z tego wniosek dla social media – poza oczywistym, że warto inwestować w filmiki? Otóż koniecznie trzeba pamiętać, że social media służą do budowania i utrzymywania relacji. Nic nie da płatna kampania na FB, Instagramie czy TT, jeśli nie będzie poparta reakcjami, relacjami, rozmową.  Reaguj! Bądź ze swoimi odbiorcami, empatyzuj, spróbuj poczuć to, co ich porusza, poznać ich świat. To ważniejsze niż forma, jaką przyjmie Twoja reakcja – czy to będzie filmik, zdjęcie, czy głos w dyskusji.  To fundament!

I choć budowanie relacji to zadanie długoterminowe – nie można od niego uciekać. Twoi odbiorcy właśnie tego potrzebują, bo coraz mniej mają tego na co dzień – rozmowy, bycia, niezawodności, wsparcia. Daj im to. Długofalowo – zyskasz na tym ogromnie.   

 

 

Dobry timing na polskim TT – ich obserwuj!

Dobry timing na polskim TT mają – wśród polityków: Krzysztof Brejza, Kinga Gajewska, Joanna Scheuring-Wielgus, Monika Wielichowska, Kamila Gasiuk-Pihowicz, Lidia Krajewska, Arkadiusz Myrcha, czy sprawny pod względem rzecznikowania Jan Grabiec. Politycy PiS-u od jakiegoś czasu mniej pilnują timingu, rzadziej piszą, komunikują się bardziej oficjalnie. Najczęściej twittują chyba Joanna Lichocka i Arkadiusz Mularczyk oraz Beata Mazurek. Wśród oficjalnych instytucji najlepiej rozchodzą się twitty Kancelarii Prezydenta i Kancelarii Premiera, ale akurat timing nie jest ich mocną stroną. Posłowie Kukiz`15 stawiają na Facebooka, na Twitterze są mniej widoczni.

Spośród partii znacząco przyspieszyła ostatnio Platforma Obywatelska, natomiast znakomity timing społeczny (czyli wychodzący naprzeciw nastrojom i potrzebom społecznym) ma Partia Razem – i widać to zarówno na TT, jak i na Facebooku – może nawet na tym drugim bardziej.

Co to jest timing: https://mierzynskamarketing.wordpress.com/2016/11/30/timing-jest-wszystkim/

Poza politykami zawsze na bieżąco są: Zbigniew Hołdys, Dominika Wielowieyska, Konrad Piasecki, Jacek Nizinkiewicz, Andrzej Gajcy, Anna Dryjańska, Michał Protaziuk, Michał Szułdrzyński, Przemysław Szubartowicz , Rafał Ziemkiewicz i Samuel Pereira.

Świetne czasowo są profile KOD-u.  Rozbudowane, własne komentarze udostępniają  bardzo szybko: natemat.pl i OKO_press. Dobrym timingiem  i celnymi opiniami wyróżnia się też profil Exen. Dużo ciekawych informacji do dalszego komentowania podaje Tygodnik „Wprost”.

W dziedzinie użyteczności na czoło mojej listy wysuwa się Meteomodel – profil pogodowy, szybko reagujący na to, co się dzieje w pogodzie, łączący prognozowanie ze sporą ilością wiedzy na temat zjawisk meteorologicznych.  Coraz lepiej pracuje oficjalny profil miasta stołecznego Warszawa – @Warszawa.  Lubię też profil Białegostoku – @WschodzącyBiałystok – nie tylko dlatego, że jestem białostoczanką. Robią go ludzie, którzy rozumieją specyfikę social media, wchodzą w interakcje,  także po godzinach urzędowania. To wciąż rzadkość wśród profili instytucjonalnych.

Natomiast bardzo wiele informacji statystycznych na temat timingu, trendów popularnych w danym dniu (nie tylko związanych z polityką), zasięgu postów, wpływu konkretnych osób podaje profil  @Polityka_wSieci – marketingowo bardzo przydatny.

Twoim zdaniem warto kogoś dodać do tej listy? Napisz w komentarzu!

Timing jest wszystkim – cz. 2

Użyteczność – to klucz informacyjny dla firm i instytucji. Na ich profilach – poza ministerstwami i mediami publicznymi – zazwyczaj kluczowa nie jest szybkość, tylko użyteczność informacji.  Tu też liczy się dobry timing. Jeśli Twoja firma ma awarię, szybki wpis na Twoim profilu o tym, gdzie jest awaria, co się stało i – przede wszystkim – kiedy problem zostanie naprawiony, jest dla Twoich odbiorców bardzo ważny, a Tobie pozwala zająć się problemem, zamiast odpowiadaniem na setki telefonów od klientów.  Przy czym: „szybki” – oznacza: natychmiastowy, udostępniony zaraz po ustaleniu podstawowych danych. Dziś czas reakcji w mediach społecznościowych liczy się w godzinach, jeśli nie w minutach. To dlatego dobry administrator profilu w social media nie kończy swoich działań wraz z końcem godzin pracy, nie robi sobie przerwy podczas weekendu czy świąt. Po tym zresztą (między innymi) rozróżnisz, czy masz do czynienia z fachowcem w tej branży, czy z kimś, kto próbuje się pod niego podszywać.

Co to jest timing: https://mierzynskamarketing.wordpress.com/2016/11/30/timing-jest-wszystkim/

Timing liczy się także, gdy awarię ma twoja konkurencja – jeśli o tym wiesz, możesz natychmiast zaproponować klientom swoją usługę czy produkt. I tu znów – natychmiast oznacza w ciągu kilkudziesięciu minut, najdłużej: kilku godzin – gdy konkurent upora się z awarią, twoja usługa przestanie być potrzebna.

 

Nie trać własnych okazji!

Dobry timing masz także wtedy, gdy zrobiłeś coś świetnego, zapoczątkowałeś jakąś inicjatywę, rozpocząłeś nową akcję, planujesz świetne wydarzenie, wystosowałeś publiczne oświadczenie, napisałeś list otwarty  – i informujesz o tym jako pierwszy, a nie wtedy, gdy podadzą to już wszystkie media, napiszą koledzy, pogratuluje mama. Jeśli w takiej chwili zapomnisz o swoich profilach – tracisz wielką okazję do sprzedania siebie. Bo Twoją inicjatywę w tym czasie sprzedają już inni, to ich posty są czytane – a Ciebie w social media wciąż nie ma…

Właściwy timing to także branie pod uwagę, czym żyją Twoi odbiorcy w danym momencie. Jeśli szykują się do wyjazdowego weekendu, raczej nie sprzedasz im wtedy pakietu szkoleniowego, ale na pewno chętnie skorzystają z poradnika nt. weekendowej podróży.

To tylko na pierwszy rzut oka wydaje się oczywiste. Błędy popełniane w zakresie timingu można liczyć na tysiące dziennie tylko w polskiej przestrzeni social media. Pamiętaj: będziesz pierwszy – masz szansę wygrać. Poczekasz kilka godzin – możesz zniknąć w tłumie, z którego nikt Cię już nie wyłowi. No, chyba że jesteś  Krystyną Jandą, Tomaszem Lisem, Radosławem Sikorskim, Donaldem Trumpem albo zwycięzcą „The Voice of Poland”… 😉

 

Timing jest wszystkim!

Trafisz we właściwy moment – masz szansę wygrać. Zaśpisz –znikniesz w tłumie, z którego nikt Cię już nie wyłowi.

Timing – to po ang. po prostu „czas spotkania”. Ale dziś to słowo ma dużo szersze znaczenie. Jest kluczem do dobrego funkcjonowania w sieci, zwłaszcza w mediach społecznościowych. Albo trafiasz we właściwy moment ze swoim wpisem, komentarzem, portalem – i płyniesz na fali popularności, albo Twoje najmądrzejsze wpisy giną gdzieś w przepastnych otchłaniach internetu. A bywa jeszcze gorzej – jeśli jesteś znany i swoim postem wyszedłeś zupełnie poza kontekst czasowy, możesz stać się pośmiewiskiem całej sieci. To właśnie dlatego wśród marketingowców mówi się: „timing jest wszystkim”.

Jeśli w tekstach marketingowych spotkasz się z określeniem „marketing chwili” lub „real time marketing” – wiedz, że chodzi o to samo.

Czy podczas czytania tego tekstu sprawdziłeś już, czy Twój ostatni post trafił we właściwy moment? Nie? Sprawdź od razu!

Skąd masz to wiedzieć? Wnioskuj na podst. komentarzy, lajków (lub ich braku),  udostępnień. Przeczytaj to, co piszą Twoi fani (oraz krytycy). Wtedy będziesz wiedział.

 

Dobra informacja – najdroższy „towar”

Dziś najcenniejsza na całym świecie jest informacja.  Ważna informacja potrafi zmieniać świat, kończyć wojny i obalać władzę. Jeśli wiesz coś ważnego (i jest to wiarygodne), nie czekaj z udostępnieniem. Oczywiście, nie każdą informację można od razu „sprzedawać”, poufnej nie sprzedaje się nigdy – ale jeśli sprawa dotyczy życia publicznego, uczestniczysz w ważnym wydarzeniu, konferencji, spotkaniu publicznym, zgromadzeniu, albo czytasz ważny artykuł, wyniki badań, sondaż – o którym jeszcze nie słychać w sieci – podziel się tym!

Będziesz jednym z pierwszych – wygrywasz zasięg, liczbę udostępnień. Robi się o Tobie głośniej. Przybywa Ci obserwujących – a przecież o to chodzi, prawda? Informacja jako towar w polskich mediach społecznościowych liczy się głównie na Twitterze, na drugim miejscu jest Facebook, w innych mediach czas podawania informacji ma mniejsze znaczenie.  Jeśli jednak chcesz zaistnieć na TT, dobra informacja będzie kluczowa.

 

Komentuj – szybko, wyraziście, z sensem!

Nawet jeśli  informację podano już przed Tobą wielokrotnie, możesz ją skomentować. Wyraziście, jednoznacznie – i krótko! (O tym, jak pisać komentarze i posty, już niedługo na moim blogu).  Im szybciej – tym lepiej. Oraz oczywiście – z sensem.

Jeśli znasz się na finansach, komentuj info o zmianie ratingu – im wcześniej po podaniu informacji to zrobisz, tym masz większe szanse na przebicie się ze swoim tweetem, bo reszta TT potrzebuje wskazówek, co tak naprawdę oznacza owo obniżenie ratingu. Jeśli jesteś specjalistą od spraw międzynarodowych, komentuj dymisję wiceministra spraw zagranicznych powiązanego ze służbami obcego państwa. Jeśli jesteś dziennikarzem, oceniaj kolejne zwolnienie z pracy znanego redaktora.

Zrobisz to w ciągu pierwszej godziny po podaniu informacji, gdy ta się właśnie rozchodzi na TT czy FB – zaspokoisz potrzebę zrozumienia i zinterpretowania informacji. Jeśli zrobisz to jakieś 6-7 godzin później, przed Tobą komentarze napiszą dziesiątki osób.  Znikasz w tłumie…

cdn.

Case rzeczniczki Mazurek. Ku przestrodze.

Ech… Bycie rzecznikiem prasowym nie jest łatwe, trzeba rozumieć media, dziś – zwłaszcza te społecznościowe, mieć świadomość ich specyfiki, rozumieć internet i pamiętać, że każde napisane słowo zostanie z nami na wieki.  Case posłanki Beaty Mazurek, która reprezentuje w mediach Klub Parlamentarny PiS, pokazuje, jak wiele w tej dziedzinie mają do zrobienia polscy politycy.  Wpadka goni wpadkę, a dyskusje w mediach społecznościowych kończą się obrażaniem innych użytkowników. Z poziomu funkcji rzecznika prasowego – to niedopuszczalne. 

Rzecznik prasowy to wizytówka instytucji (firmy, organizacji). To on odpowiada za kontakty z mediami, powinien więc znać dziennikarzy i mieć z nimi przynajmniej niezłe relacje. To rzecznik musi umieć wypowiedzieć się zawsze, także w najtrudniejszych sytuacjach, również wtedy, gdy wpadkę szefa (szefowej) trzeba wziąć na siebie, przyznać się do błędu (jako do własnego), przeprosić i wyjaśnić. To rzecznik jest od tego, by mieć czas dla dziennikarzy, wyjaśniać, tłumaczyć, dostarczać informacji – oraz, co kluczowe w opisywanej sytuacji – umieć właściwie i szybko zareagować, gdy reakcje dziennikarzy idą nie w tym kierunku, na którym instytucji (firmie, organizacji) zależy.

Posłanka Beata Mazurek tym razem zareagowała, nawet dość szybko, na doniesienia publiczne o sytuacji podczas Krajowego Zjazdu Adwokatury. Na pewno wiecie – owację na stojąco dostał prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński. Podczas tej owacji obecny na sali prezydent RP Andrzej Duda siedział. Zdjęcia obiegły kraj, a posłanka Beata Mazurek skomentowała na Twitterze: „Prezydent Duda siedzi. Dlatego przejdzie do historii.”

Wpadka na całego! Potocznie kiedy mówimy, że ktoś siedzi, mamy na myśli więzienie. Wpis rzeczniczki, który w intencji miał bronić prezydenta, z powodu niefortunnego sformułowania uderzał w niego mocniej niż komentowana sytuacja.  Oczywiście wpadkę natychmiast wytknięto pani poseł, ale ona – niestety – brnęła dalej, jak można przeczytać na załączonym screenie.

To doskonały przykład, jak nie należy reagować. Nigdy! Rzeczniku, masz wpadkę? Przeproś, wyjaśnij, kajaj się tyle razy, ile trzeba. Czasem nawet lepiej wpis skasować (choć w archiwach internetowych i tak zostanie), by pokazać, że to był błąd. Po skasowaniu warto i tak napisać przeprosiny – wiele osób już wpis widziało, nie ma co udawać, że go nie było. Ale za żadne skarby świata nie brnij dalej! Nie krytykuj tych, którzy zwracają Ci uwagę. To fatalnie świadczy o Tobie, Twojej kulturze i umiejętnościach komunikacyjnych – a wszak jesteś rzecznikiem, wizytówką organizacji, fachowcem od komunikacji właśnie!

Na działaniach takich rzeczników drastycznie tracą ci, których reprezentują. Wizerunek leci w dół w tempie trudnym do opanowania – a odbudować go jest wyjątkowo trudno.

 

 

Odbierz – dzwoni Jezus Chrystus!

Dziś o zaskakującej, rewelacyjnej kampanii społecznej, która właśnie trwa. Kampanii religijnej! Portal „Modlitwa w drodze” proponuje codzienne adwentowe medytacje, połączone z nastrojowa muzyką – do pobrania i przeczytania na stronie portalu. Zwyczajne? Niezwyczajne stało się za sprawa plakatu całej akcji ADWENT 2016. Jezus Chrystus, którego twarz wyświetla się na Twoim smartfonie, i krótkie hasło:  „Odbierz, może to coś ważnego?”

Wpisanie twarzy Chrystusa w naszą technologiczną codzienność, wyjście poza tradycyjny, religijny przekaz przez połączenie duchowości z…  telefonem, do tego trafiające w punkt hasło, które odwołuje się do naszych emocji – gdy dzwoni bliski, zawsze odbierasz, bo może coś się stało? Może to coś ważnego? W tym kryje się genialność pomysłu na „sprzedaż” akcji z założenia zupełnie „niesprzedażowej”, jaką są internetowe rozważania adwentowe. Oczywiście, muzyka w pliku MP3, dodana do rozważań, to też fajny sposób na przyciągnięcie ludzi – ale bez tego plakatu i hasła niewiele osób zwróciłoby na ów dodatek uwagę.

Akcja ADWENT 2016 trwa, nie znamy jeszcze jej wyników – ale jestem pewna, że wejścia na stronę „Modlitwa w drodze” wzrosną niewiarygodnie.

Gdybyśmy chcieli wyciągnąć wnioski z tego pomysłu dla swoich akcji, widać wyraźnie, że w sieci liczy się przełamywanie stereotypów, wychodzenie poza schemat, świeżość i oryginalność. Jeśli masz świetny pomysł – powalcz o niego. Przekonaj swoich klientów – że warto zaryzykować. Oczywiście, w pewnych granicach, które akurat przy opisywanej akcji można by było łatwo przekroczyć. Religia jest chyba najtrudniejszą przestrzenią do wprowadzania nowych pomysłów i wychodzenia z oczywistych ram. A jednak – można!

Gratuluję pomysłu jego twórcom. Naprawdę inspirujące.

JAK CIĘ WIDZĄ, TAK CIĘ OCENIAJĄ. TYLKO DLA KOBIET!

Która z kobiet pokazanych na zdjęciach powyżej jest ładniejsza? Która jako pierwsza zwraca Twoją uwagę? A której zaufasz? Powierzysz swoje pieniądze?

Kobiety ocenia się na podstawie tego, jak wyglądają. To się dzieje zawsze – niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z sędzią, prezesem firmy, posłanką, ekspertem w jakiejś dziedzinie – na początku ocenie podlega wygląd. Z taką rzeczywistością  musi się zmierzyć każda kobieta, która jest osobą publiczną, zajmuje eksponowane stanowisko – lub chce awansować.  Najlepiej sobie z tym poradzić, dbając o swój wizerunek.  A możesz to zrobić tylko wtedy, gdy będziesz świadoma tego, jak oceniony zostanie Twój wygląd.

 

PO PIERWSZE:  JAK CHCESZ, ŻEBY LUDZIE CIĘ WIDZIELI?

To podstawowe pytanie – jaki wizerunek siebie chcesz budować? Jeśli jesteś aktorką marzącą o sławie i czerwonym chodniku – powinnaś ubierać się tak, by już z daleka było Cię widać – i na pewno wiesz o tym doskonale. Jesteś artystką? Zapewne masz swoją wizję własnego stylu, nietuzinkowego i malowniczego. Ale ja swój blog adresuję przede wszystkim do osób funkcjonujących w biznesie, polityce, instytucjach zaufania publicznego. Tu strój celebrytki z czerwonego dywanu w niczym nie pomaga, wręcz przeciwnie – skutecznie uniemożliwia zbudowanie wizerunku osoby godnej zaufania, wiarygodnej, kompetentnej, o dużej wiedzy.  Styl „na luzaka” lub „grunge”  także nie będzie na miejscu.

 

PO DRUGIE:  WCHODZISZ W MĘSKI ŚWIAT – POSTAW NA MĘSKI STYL

Biznes, polityka, wysokie stanowiska – to wciąż przestrzeń, w której przeważają mężczyźni. Bardzo się cieszę, że chcesz to zmienić, może już to robisz.  Musisz jednak wiedzieć, że tu też zostaniesz oceniona na podstawie wyglądu – i to w ciągu pierwszej minuty spotkania.  Twoje merytoryczne kompetencje najlepiej podkreśli ubiór złożony z elementów garderoby zapożyczonych od mężczyzn. Nie dosłownie, rzecz jasna. 😉

Mężczyźni do pracy noszą marynarki – Ty też ją noś. W tych branżach jest to ubiór neutralny, codzienny i oczywisty.  Neutralną wymowę mają marynarki granatowe i ciemnoszare, latem – białe i ecru.  Czarne nadają się głównie na wieczór. Brązowe nie są polecane, kojarzą się z konserwatyzmem i brakiem wyobraźni.  Kobiety pewne siebie, szefowe, ale także te, które w danej sytuacji chcą zwrócić na siebie uwagę, mogą nakładać żakiety czerwone – każda z Pań zostanie w takim zauważona.  Do tego koszula (też pożyczona z męskiej szafy) albo gładka bluzka, spódnica ołówkowa lub trapezowa (nie za krótka, do kolan lub tuż poniżej), związane włosy – i mamy klasykę biurową, która w niczym Ci nie przeszkodzi.

I tak naprawdę o to chodzi – niech ubranie będzie tylko tłem dla Ciebie.  Biurowa klasyka  sprawia, że otaczający Cię mężczyźni nie koncentrują się na Twoim wyglądzie – tylko na tym, co mówisz. Nagle znów liczą się Twoje kompetencje, umiejętności, wiedza. Wygrywasz – bo masz szansę zaprezentować siebie tak, jak chcesz. Wykorzystaj to, świadomie.

PS. Wyrzuć ze swojej służbowej garderoby ubrania w różowym kolorze – one natychmiast skreślają wszystkie Twoje osiągnięcia i kompetencje.  Różowy to kolor małych dziewczynek i lalek Barbie – i niech tak zostanie.

PS.2. (lub PPS.)Oczywiście warto dołożyć do biurowej klasyki coś od siebie – szal, biżuterię, apaszki, wyjątkowe buty. A biurową klasykę dopasować do swojej figury, poeksperymentować z fasonami. W końcu jesteśmy kobietami! 😉 Liczy się dobry gust i umiar – kluczem jest prostota, a nie bogactwo.

 

PO TRZECIE:  WOLISZ STYL BARDZO KOBIECY? MUSISZ ZNAĆ KONSEKWENCJE.

Nie lubisz biurowej klasyki ani męskiego stylu, jesteś świetna w swojej branży, a  swoją kobiecość chcesz podkreślać na co dzień? Dekolty, długie, rozpuszczone włosy, buty na niebotycznym obcasie, krótkie spódnice, sukienki jak druga skóra. Rozumiem Cię.  To kuszące – prezentować się w pracy jako atrakcyjna kobieta. Wszak właśnie w pracy spędzamy najwięcej czasu… Musisz jednak wiedzieć, że dla Twoich szefów i współpracowników Twój wygląd będzie wówczas podstawą Twojej oceny.  Będziesz zwracać uwagę, kusić, przyciągać – i będziesz narażona na seksistowskie uwagi, niewybredne propozycje, głupie żarty.  Dobrze, jeśli skończy się tylko na tym.

Czy mi się to podoba? Nie. Sama tego doświadczyłam. Dobrze pamiętam, jak kolega podczas przerwy w zebraniu poważnego gremium powiedział mi – w obecności wielu mężczyzn – że mam ładne piersi (nałożyłam dopasowaną bluzkę).  Wstydziłam się ja – nie on.

Stawiając na bardzo kobiecy styl w pracy będziesz oceniana za Twój wygląd, a nie za to, co umiesz. Masz mniejsze szanse na awans, mniej osób będzie traktowało Cię poważnie i liczyło się z Twoim zdaniem.

To okropne. Okropne, że jesteśmy oceniane na podstawie wyglądu, a ubierając się do pracy musimy pilnować tego, by nie wyglądać zbyt atrakcyjnie – ale też by nie nałożyć dwa dni z rzędu tej samej bluzki. To okropne, że oglądając posłankę w telewizji zapamiętujemy, jak była ubrana, a nie, co mówiła. A jeśli drugi raz nałożyła tę samą sukienkę – skandal, nie dba o siebie!  Mężczyzn w ten sposób nikt nie ocenia. To przestrzeń do wielkiej zmiany, ale ta zmiana nie wydarzy się natychmiast. Dopóki do tej zmiany nie dojdzie, myślmy o tym, jak nas widzą i oceniają, kiedy idziemy na zebranie, na nagranie do telewizji, na oficjalną uroczystość. Ale za to kiedy już w swojej neutralnej granatowej marynarce zaczniemy mówić – zakasujmy wszystkich dookoła. W końcu kto, jak nie my!  😉

 

JAK NIE PISAĆ – CZYLI 5 JĘZYKOWYCH PRZYKAZAŃ W SOCIAL MEDIA

Napisać dobry post – to sztuka. Musi być krótki, ciekawy – i napisany językiem docierającym do Twojego odbiorcy.  Sprawdź, czy przestrzegasz pięciu językowych przykazań w social media!

 

  1. NIE PRZEKLINAJ

Wydaje się oczywiste – a nie jest.  Emocje często biorą górę, a wtedy najłatwiej wyrazić je niecenzuralnym słowem. Nigdy tego nie rób, gdy jesteś osobą publiczną, reprezentujesz instytucję czy firmę!  Wulgaryzmy przynoszą tylko wstyd. Nawet jeśli twoi odbiorcy często przeklinają na co dzień – nie udowadniaj im, że jesteś spoko gościem, bo mówisz tak samo jak oni. Zapewniam Cię – ludzie chcą, żeby osoba, która ich reprezentuje, różniła się od nich na plus. A język to jedna z Twoich wizytówek. Nie potrafisz nie przeklinać? To zlikwiduj swój profil w mediach społecznościowych – po co cały świat ma wiedzieć o Twojej słabości.

 

  1. NIE KOMBINUJ

Pisz jak najprościej, prostym, zrozumiałym językiem. Trudne, branżowe słownictwo jest użyteczne, gdy rozmawiasz z osobami z branży, ale nie wtedy, gdy chcesz dotrzeć do ludzi z zewnątrz. Ten błąd bardzo często popełniają zresztą osoby specjalizujące się w marketingu internetowym – w postach piszą o SEO, contencie, e-commerce, konwersji, landing page, pozycjonowaniu – a potencjalni klienci nie rozumieją z tego zupełnie nic – i, zniechęceni, uciekają.

Prostota jest kluczem do skutecznej komunikacji.

 

  1. PIŁEŚ/PIŁAŚ – NIE PISZ

To hasło znane chyba wszystkim użytkownikom Twittera – znane, ale niekoniecznie stosowane. Jak miło jest wieczorem, po jakiejś dawce alkoholu, poczytać sobie wpisy w mediach społecznościowych, a potem odpowiednio je skomentować – zaś odpowiednio po alkoholu to zazwyczaj dosadniej, ze skrajnymi emocjami, obrażając innych. Albo bełkotliwie, chaotycznie, bez sensu. „Dzień po” czytając takie wpisy możemy się już tylko wstydzić – ale wtedy jest za późno, bo wpis zobaczyły już setki, jeśli nie tysiące osób. Nie chcesz się wstydzić za siebie – nie pisz po alkoholu.

 

  1. NIE UŻYWAJ URZĘDOWEGO JĘZYKA

Na ten błąd jestem bardzo wyczulona.  Każdy prowadzący profil firmy czy instytucji, każda osoba publiczna musi to wiedzieć: media społecznościowe to nie urzędowy biuletyn, w którym odnotowujemy swoje dokonania. Media społecznościowe to przestrzeń wymiany opinii i budowania relacji – a urzędowy język stworzono m.in. po to, by żadnych relacji nie budować.  

Kiedy czytasz: „To miasto bardzo dynamicznie się rozwija, stanowi jeden z najprężniejszych ośrodków.  Realizacja aspiracji i wykorzystanie potencjału…” – czy chce Ci się czytać dalej?  Albo: „Pan …  wziął udział w inauguracyjnym posiedzeniu XXVIII Sesji Krajowego Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność””. I jeszcze: „Sąd Okręgowy w Warszawie, w sprawie o sygn. akt … stanął na stanowisku, że niewiedza lub niepamięć nie mogą być podstawami ukarania właściciela pojazdu za czyn z art. 96 § 3 kodeksu wykroczeń w zw. z art. 78 § 4 prawa o ruchu drogowym.”

Te fatalne przykłady niestety można by mnożyć.

Jak w takim razie pisać? Patrz punkt 2. To oczywiście temat warto odrębnego wpisu – zapraszam do lektury:

 

  1. NIE PRZESADZAJ Z MŁODZIEŻOWYM SLANGIEM (dozwolone do lat 18-tu!)

Skończyłeś już 18 lat? Jeśli tak, to młodzieżowy slang nie jest dla Ciebie. I to niezależnie od tego, do kogo piszesz. Uczestniczyłam ostatnio w konferencji HEMC Higher Education Marketing & Consulting w Poznaniu (HEMC – dziękuję, było bardzo inspirująco!), podczas której 15-letni uczeń opowiadał m.in. o tym, jak jego rówieśnicy postrzegają posty na stronach uczelni wyższych.  Okazało się, że młodzi oczekują postów pisanych językiem mieszanym – żeby trochę w nim było oficjalności, a trochę luzu. Kiedy dorosły pisze młodzieżowym slangiem, dla jego rówieśników brzmi to niezrozumiale, dla młodych – niewiarygodnie. Ważne więc, by znaleźć złoty środek. Przesada w żadną ze stron nie jest wskazana.

 

         KOGO WARTO CZYTAĆ:

Dobre przykłady, warte naśladowania pod względem języka, na szczęście też są. 🙂

Na Facebooku świetnie pisze Krystyna Janda, minimalistyczny styl to cecha postów na fanpage`u Roberta Biedronia, nieźle radzi sobie profil miasta Białystok – Wschodzący Białystok, na ogół skutecznie balansując między językiem urzędowym a językiem mniej oficjalnym.

Na polskim Twitterze znakomity jest gen. Stanisław Koziej – można się od niego uczyć, jak sobie radzić z hejterami. Zbigniew Hołdys językowo pozwala sobie na ordobinę więcej – ale jemu wolno. Artystom w ogóle wolno nieco więcej. 😉 Pięknie dyskutuje psycholog i trener biznesu Jacek Santorski – wymiana twittów z nim jest po prostu przyjemnością. Spośród profili polskich mediów językowo wyróżnia się „Tygodnik Powszechny” – nie jest ani zbyt poważny, ani zbyt codzienny. Warto też obserwować Norberta Maliszewskiego, specjalistę od marketingu politycznego – z wielką cierpliwością odpowiada swoim adwersarzom, nie każdy tak potrafi. 😉  Wśród posłów ciętym językiem posługuje się Borys Budka – ciętym, ale inteligentnym i nieprzekraczającym ogólnie przyjętych norm.

Kto jeszcze Twoim zdaniem świetnie sobie radzi językowo w polskich social media? Napisz – razem uzupełnimy tekst. Może nawet powstanie ranking? 😉

 

 

 

5 wskazówek budowania wizerunku w social media

Zakładam, że jeśli szukasz informacji o tym, jak budować swój wizerunek publiczny, chcesz świadomie wpływać na to, jak będą widzieli Cię inni ludzie. Stajesz się osobą publiczną. Chcesz być człowiekiem zauważanym i cenionym, a więc także – opiniotwórczym. Aby tak się stało, musisz przestrzegać kilku podstawowych zasad swojej aktywności w mediach społecznościowych.

  1. OKREŚL CEL I ODBIORCÓWNawet jeśli irytuje Cię powtarzane przez wielu marketingowców pytanie: do jakiego targetu chcesz dotrzeć? – jest to pytanie, przed którym nie warto uciekać. Jest naprawdę fundamentalne. Już na samym początku musisz określić, kto ma Cię zauważyć i cenić, i jaki wizerunek siebie chcesz budować. Czyli: jak chcesz być widziany? Będziesz w oczach innych ekspertem, politykiem, specjalistą w wąskiej dziedzinie, muzykiem, celebrytą bywającym na salonach? Kto ma Cię znać i dlaczego?
    Dopiero kiedy to określisz, będziesz wiedział, jakie wpisy na Twoich profilach w mediach społecznościowych umieszczać, o czym opowiadać i jakim językiem.
  2. WYRAŹ SWOJE ZDANIE
    Najprostszym sposobem na istnienie w mediach społecznościowych jest dziś – poza lajkowaniem – „podawanie dalej”. Czyli udostępnianie linków, wpisów, komentarzy nie swoich, lecz innych użytkowników medium. PRZESTRZEGAM PRZED TAKIM DZIAŁANIEM! Oczywiście, możesz share`ować wszystko, co uważasz za istotne – ale nie może to być Twoja jedyna aktywność na Facebooku, Twitterze i innych portalach.Chcesz być ceniony – pokaż, kim jesteś. Napisz, co sądzisz o jakiejś sytuacji. Skomentuj czyjś wpis. Przeanalizuj bliski Ci problem. Wyraź swoje uczucia, pokaż swoje przeżycia czy doświadczenia. Pokaż, że jesteś prawdziwym, żywym, myślącym człowiekiem, który właśnie doświadcza czegoś ciekawego; który wymyślił właśnie coś genialnego albo nie zgadza się z czyjąś opinią – bo ma własną.
  3. BĄDŹ AUTENTYCZNY
    Ta wskazówka wiąże się z poprzednią. Pokaz ludziom, kim naprawdę jesteś, co Cię pasjonuje. Jeśli działasz publicznie – pamiętaj, że Twoje wpisy nie mogą stanowić jedynie kalendarium twoich oficjalnych wystąpień. To już nie te czasy, gdy wystarczała tzw. oficjałka. Ludzie chcą zobaczyć w Tobie normalnego człowieka, takiego samego jak oni – choć może bardziej odważnego, doświadczonego, wiedzącego więcej w jakiejś dziedzinie.Nawet więc, gdy zamieszczasz wpis o swoim udziale w oficjalnym wydarzeniu, napisz kilka zdań „od siebie” – jak się czułeś, co ważnego dla Ciebie się zadziało, może odbyłeś jakąś istotną rozmowę, poznałeś kogoś ciekawego? A może ledwo zdążyłeś, bo odwoziłeś żonę na lotnisko, albo było korki? Twoi fani chcą wiedzieć, czym się martwisz, a z czego się cieszysz. A także – co robisz „po godzinach”. Okazywanie emocji (oczywiście w sposób zgodny z normą społeczną) jest dziś kluczowe – to emocje łączą ludzi, budują wspólnotę, pozwalają zidentyfikować człowieka, z którym chcemy się utożsamiać.
  4. PSY, KOTY I DZIECI – ALE NIE ZAWSZE!
    Tak, psy, koty i dzieci na zdjęciach czy na filmikach zazwyczaj gwarantują dużą liczbę lajków. Zdarza się, że osoby publiczne czy eksperci wrzucają więc na swoje profile właśnie takie treści, ciesząc się z zasięgów i zaangażowania. Hmm, tylko czy na pewno o takie zaangażowanie Ci chodzi? Wróć do swoich odpowiedzi z punktu pierwszego i zadaj sobie pytanie: czy tak chcę być widziany przez innych?Jeśli chcesz zbudować swój wizerunek jako miłośnika kotów – wrzucaj zdjęcia kotów, to wtedy dobry pomysł. Jeśli prowadzisz blog parentingowy, zdjęcia dzieci też są świetne. Ale gdy zamierzasz zbudować swoją markę jako np. eksperta od spraw finansowych, rozkoszne psiaki na pewno Ci w tym nie pomogą. W takiej sytuacji posty „so cute” (z ang. – „jakie słodkie!”) mogą pojawiać się na Twoich profilach tylko raz na jakiś czas (jako element budowania swojej autentyczności – patrz: poprzednia wskazówka), ale nie mogą stanowić większości wpisów. Ekspert od finansów powinien natomiast komentować najnowsze wydarzenia z tej dziedziny, podpowiadać rozwiązania, dyskutować o obniżeniu stóp procentowych, kryzysie finansowym, wejściu do strefy euro etc.
  5. WŁAŚCIWY TIMING – KLUCZ DO SUKCESU
    Z komentowaniem wiąże się bardzo ważna w dzisiejszych mediach społecznościowych tzw. kwestia timingu. Oznacza ona po prostu tyle, że Twój wpis musi być aktualny i pasować do czasu, w którym go umieszczasz. Jeśli jesteś politykiem, komentowanie bardzo angażującego Twoich wyborców wydarzenia trzy dni później jest porażką – pokazuje bowiem tylko tyle, że nie jesteś na bieżąco z tym, co się dzieje dookoła; że wypadłeś z obiegu. Ważne w Twojej branży newsy komentuj jak najszybciej – albo wręcz bądź pierwszym, który o nich informuje. Wtedy pokażesz, że trzymasz rękę na pulsie, obracasz się w kręgach decyzyjnych (masz dostęp do newsów) – i że warto zaglądać na Twój profil, bo można się z niego czegoś ciekawego dowiedzieć. Informacja to dziś najdroższy towar na świecie.Dobry timing to również zamieszczanie wpisów, które nie kłócą się z kontekstem innych aktywnych dyskusji na danym medium. Polskim użytkownikom Twittera świetnie znany jest przypadek polityka zajmującego się wówczas polityką zagraniczną, który – gdy wybuchły zamieszki na Ukrainie i cały polski Twitter udostępniał informacje o ofiarach – wrzucił twit o tym, że właśnie świetnie bawi się na cudownym balu karnawałowym. Długo mu to wypominano… Sprawdzaj kontekst, zanim coś napiszesz. Przejrzyj swoją stronę z aktualnościami, zanim coś zamieścisz. To może się wydawać stratą czasu – ale zapewniam Cię, że nią nie jest.